piątek, 29 kwietnia 2016

Wody (S)krwią płynące



„Cudze chwalicie, swojego nie znacie”. Przysłowie tyleż oklepane, co prawdziwe. Niedawno ukazała się książka o Skrwie prawobrzeżnej, autorstwa Arkadiusza Kozaneckiego, wielkiego pasjonata turystyki rowerowej, spływów kajakowych, na co dzień nauczyciela WF-u.  Jest to gawęda o zasilającej Wisłę rzece, którą płocczanie mają w zasięgu ręki, oparta o źródła historyczne i – co najważniejsze – rozmowy z mieszkańcami nadrzecznych miejscowości. Autor pisze o Skrwie prawobrzeżnej, ilustrując teksty fotografiami (zdjęcia obiektów na rzece wykonano z kajaka), jak i fragmentami map (współczesnych i historycznych).
Według legendy nazwa rzeki pochodzi od wód skrwawionych w czasie bitwy między żądnym sławy cześnikiem Miecławem, a wojskami Kazimierza Odnowiciela. Bitwa rozpoczęła się w Winiarach koło Płocka, a zakończyła w Parzeniu nad rzeką, nazwaną później Skrwą.
Wartki nurt od dawna był  wykorzystywany np. przez budowę młynów wodnych. Autor jest zafascynowany tym, jak woda meandrującej rzeki mogła karmić człowieka.  W 1554 na Skrwie i jej dopływach wg źródeł pisanych były 34 obiekty młyńskie. Jeden młyn mógł mieć dwa lub trzy koła, a tym samym oprócz przemiału zboża działały: olejarnie, kaszarnie itp. Część młynów, np. obiekt w Borowie, odkrywa swe tajemnice dopiero przy niskim stanie wód. Skrwa, jeśli chce, odsłania wtedy pale wbite w dno.
Do innych ciekawostek należy wieś Huta koło Stopina, faktycznie istniały w niej dwie huty: do wytapiania żelaza i huta szkła. Do upadku obydwu przyczynił się potop szwedzki, choć przy odrobinie szczęścia do dziś można znaleźć w okolicy odrobinę szkliwionych kamieni i kawałki butelek. Warto spróbować!
Osobliwą postacią na naszym szlaku nadrzecznych wsi była Eleonora Dulska właścicielka młyna w Budach Bledzewskich, która, wraz ze zmianą miejsca zamieszkania, w każdym z nich fundowała kapliczkę, najczęściej krzyż.
We wsi Choczeń z kolei warto obejrzeć starą, drewnianą figurkę św. Jana Nepomucena, biskupa praskiego, przechowaną przez dziedzica folwarku podczas II wojny światowej. Charakterystyczne „nepomuki” stawiano zwykle na terenach zalewowych, gdyż święty miał strzec m.in. przed powodzią. Podobna, choć murowana, jest przy ul. Harcerskiej w Imielnicy w Płocku

Autor zaprasza też do Brudzeńskiego Parku Krajobrazowego. Oprócz zjawiskowych przykładów fauny i flory można odwiedzić wczesnośredniowieczne grodziska w Brudzeniu, czy w Parzeniu. W Lasach Józefowskich zainteresowanie wzbudzi karawaka, stojąca na dawnym cmentarzu cholerycznym. Karawaka to krzyż dwuramienny, zwykle z krótszym ramieniem górnym, którego zadaniem jest ochrona przed zarazą.
Wreszcie majątek i dwór Sikórz, wzniesiony w 1850 r. przez Eugeniusza i Joannę Piwnickich. Urodę okolicy doceniali wybitni artyści XX-lecia międzywojennego. Stałym gościem Piwnickich był Julian Tuwim, który 15 km od Płocka napisał „Bal w operze”, czy Tadeusz Dołęga-Mostowicz. W Sikorzu powstał jego „Profesor Wilczur”. Inspiracji do tytułowej postaci dostarczył jakoby znany od pokoleń w okolicy znachor Różycki z pobliskich Radotek. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że przedwojenny film „Profesor Wilczur” kręcono częściowo właśnie w Małych Radotkach. Dziś po pokazanym w filmie młynie pozostały jedynie jazy.
U ujścia Skrwy na uwagę zasługuje wieś Murzynowo. O monografii poświęconej wsi autorstwa jej mieszkańca, antropologa, prof. Jacka Olędzkiego już pisaliśmy (zob.>>) więc teraz jedynie przypomnienie. Nasz region zawdzięcza tej mało znanej miejscowości bardzo dużo. Do najbardziej znanych mieszkańców wsi należał Stanisław Murzynowski herbu Ogończyk (1526 – lub 1528-1553). Ten wybitny młodzieniec o wykształceniu humanistycznym znał grekę, łacinę, hebrajski i był pierwszym autorem ortografii języka polskiego. W Murzynowie kręcono też niektóre sekwencje kultowego filmu „Rejs”.
Nadchodzi sezon weekendowego i urlopowego wypoczynku „pod chmurką”. - Skrwa jest rajem dla kajakarzy – pisze Arkadiusz Kozanecki. - Znajdują się na niej setki zakrętów, dziesiątki powalonych drzew niedających się wyminąć oraz jary opadające bezpośrednio w jej toń. Nurt na przemian bystry i leniwy pozwala na chwile wytchnienia, by po chwili „chwycić za wiosło i obrać prawidłowy kurs”. 
Uwaga! Nie jest to rzeka dla początkujących kajakarzy, bywa zdradliwa i nieprzewidywalna. Lepiej płynąć w grupie. Autor poleca najpopularniejszy szlak: Parzeń – Cierszewo – Murzynowo, choć i tam w jednym roku na pierwszym odcinku były cztery „przenoski”, a za rok już osiem.
Nie mniej jednak – życzymy miłego pływania i zwiedzania.

Arkadiusz Kozanecki, Z nurtem rzeki Skrwy, Wydawnictwo Korepetytor, Płock 2015


Milena

piątek, 22 kwietnia 2016

Ukraść nocy kilka godzin snu



Z najnowszej książki płocczanina Radosława Lewandowskiego, najbardziej ucieszą się zapewne rozliczni miłośnicy gatunku fantasy. Przyznam na wstępie, że do nich nie należę, moje doświadczenie kończy się na lekturze „Wiedźmina” i opowiadań Sapkowskiego oraz odpieraniu ataków wszechobecnych w witrynach okładek branżowych książek.
Nie zmienia to faktu, że autor  „Wilczego dziedzictwa”  ominął w  swojej powieści  o wikingach rafy w postaci latających smoków, czarownic, eliksirów, cudownych stworów i tym podobnych special effects. A przynajmniej w nadmiarze.
Autor przestudiował wiele źródeł i od lat pasjonuje się tą tematyką. W X w. w Europie Północnej Szwedzi, Norwegowie i Duńczycy toczą ze sobą walki na śmierć i życie o rzeczy najważniejsze: bogactwa, tron  i honor. W tej kolejności. W tle przewijają się jeszcze zakony rycerskie, posłowie chrześcijańskiego królestwa Leonu broniący Półwyspu Iberyjskiego i muzułmańska religia. Zdrada jest na porządku dziennym. Nie ma tabu, a na pewno nie jest nim stosunek do niewiast, rodziny czy rannych.
Autor, choć z każdej karty książki wyziera fascynacja nordyckim światem, stara się nie oceniać wikingów moralnie. Tym razem etykę porzucił na rzecz wartkiej fabuły, barwnych opisów morskich i lądowych potyczek, walk, abordażu. Dla mnie to raczej olbrzymi, bezlitośni i brudni faceci w rogatych hełmach, nieliczni wrażliwsi spośród nich mieli w swym plemieniu ciężej niż inni. Choć między jednym a drugim sztychem uważny czytelnik może dostrzec olbrzymią wiedzę etnograficzną i historyczną autora.
Aby łatwiej poruszać się w obszarze kulturowym objętym książką, Lewandowski bardzo trafnie umieszcza na końcu książki Dodatek: m.in. słownik mitologii, funkcji plemiennych, elementów życia społecznego i najciekawszy – rodzajów łodzi wikingów.
Chociaż z ja mitologii wolę po prostu sięgnąć bezpośrednio po Eddę starszą czy młodszą.
Na wewnętrznych okładkach są za to mapy obrazujące zasięg „wycieczek” wikingów.
Język wreszcie – wartki, soczysty, autor może nie jedzie po bandzie, ale nie boi się rubasznych opisów czy dialogów. Ale są i liryczne fragmenty. „Czy im się to podobało czy nie, ciało ma swoje prawa i musieli ukraść nocy kilka godzin  snu”. To o znużonych kochankach.
Płynnie zmienia narrację w poszczególnych częściach książki (z pierwszo- na trzecioosobową). „Dziwne są drogi myśli, ale zacząłem zastanawiać się, jak znoszą to niewiasty, które miesiąc w miesiąc oddają ziemi swoją porcję życiodajnych płynów.” – to, wprawdzie dość ryzykowna, refleksja jednego z młodych bohaterów na widok rozlanej na polu walki krwi.  Mnie się metafora podobała.
Bohaterowie. Jest ich mnóstwo. Bogate przydomki, rodziny, świta -uważam nawet, że zbyt wielu. Nie wiem, którzy zostaną w pamięci. Jak z „Wiedźminem”. Pewnie film nadał twarze najważniejszym i dlatego stali się ikonami popkultury. Ja za to najlepiej pamiętam wampira Regisa, cynicznego libertyna, który żył krótko i intensywnie.
Tutaj typuje trójkę: nieślubnego syna szwedzkiego landmanda Oddiego, piękną obrończynię Birki Gunhild i chrześcijanina Ramiro Mendesa. Reszta to w większości świetnie narysowani, pełnokrwiści źli ludzie…
Nie lubię książek z otwartymi zakończeniami. Nie wiem, czy zapowiedzi mają służyć celom marketingowym, czy też przyszła taka moda. Wiem za to, że postaram się dotrzeć do kolejnej części. Czy dlatego, że szukam rozwiązania losów Ramira…
Kolejne, zapowiadane części sagi Wikingowie to: Najeźdźcy z Północy oraz Topory i sejmitary

Radosław Lewandowski, Wilcze dziedzictwo, Akurat, Warszawa 2016

Milena