poniedziałek, 24 czerwca 2013

A właśnie że tak.

Dowcipna i wzruszająca, ciepła i ironiczna, kpiarska i sentymentalna, a nade wszystko krzepiąca - taka jest książka  Justyny Szymańskiej A właśnie że tak.

Fakt, że sięgnęłam po tę pozycję jest dowodem na to, jak ważne jest, by książka miała właściwą okładkę. W tym przypadku urzekło mnie motto z okładki: "Nigdy nie jest za późno, żeby zmienić swoje życie!"
Jest to bardzo sympatyczna powieść o czterech polskich kobietach, które różni w zasadzie wszystko. Wiek, stan cywilny, wykształcenie, życiowe cele, ale łączy je wspólne pragnienie spełnienia swoich marzeń i wiara, że nigdy na to nie jest za późno.

„Najgłówniejszą” bohaterką (nie wiedzieć dlaczego, może z tego względu, że jest moją imienniczką) wydaje mi się Jolka, więc od niej zacznę.
To córka Aliny, pracuje z Klarą, a przyjaźni się z córką Ireny - Apolonią.
Jest to kobieta trzydziestoparoletnia, która wciąż mieszka z rodzicami. Od wielu lat przychodzi do pracy, której nie znosi i wciąż rozpamiętuje jedno zdarzenie, które nie pozwoliło jej spełnić życiowego marzenia. Czy jest skazana na przegrane życie? I jaki wpływ na to będą mieć oświadczyny Grzegorza oraz sfrustrowana, marząca o wnukach, matka Jolki?

Alina - matka Jolki jest przede wszystkim żoną i matką dorosłej córki. Wiele lat wcześniej poświęciła swoje marzenia na rzecz męża i córki. Jej zadaniem dnia codziennego jest sprzątanie, pranie, a przede wszystkim gotowanie zrzędliwemu mężowi, którego jedynym zajęciem jest przerzucanie kanałów sportowych w telewizji. Przyjaciółka Aliny - Edyta - próbuje wyrwać ją z tego kieratu, proponując wyjazd do Ciechocinka oraz zarabianie gotowaniem dla obcych ludzi, którzy docenią kunszt kucharki. Niespodziewanie los daje jej szansę. Czy Alina ją wykorzysta? Czy w tym wieku nadal można wygrać swoje marzenia?

Irena – wdowa od piętnastu lat. Przekonana o swojej starości i o tym, że nic ciekawego w życiu już jej nie spotka. Wiecznie martwiąca się tym, co powiedzą ludzie. Zdominowana przez nieliczącego się z nią syna. Jej dorosłe dzieci - Apolonia i Zbyszek - mają już swoje rodziny, swoje sprawy. Do matki przychodzą tylko na niedzielne obiady albo podrzucają, często bez zapowiedzi, wnuczęta, kiedy chcą wyjść. Gdy Irena zaczyna sympatyzować z Romanem, Zbyszek stara się jak może, by zapobiec kolejnym spotkaniom.  Czy kobieta w jej wieku wciąż ma szansę na miłość i szczęśliwe życie?

Klara - to najgorszy ze wszystkich przypadek. Rozwiedziona przed trzema laty wciąż nie może pogodzić się z odejściem męża. Nadal go kocha i w rozpaczy, użalając się nad sobą, próbuje go odzyskać. W tym celu udaje się nawet do wróżki. Ta wizyta spowoduje, że w jej życiu wkrótce na nowo wróci szczęście i miłość.

Justyna Szymańska wprowadza cztery główne bohaterki i przeplata ze sobą ich historie na kolejnych kartach książki. Z początku trochę można się zagubić w zapamiętaniu, kto jest kim, ale w sumie zabieg przeplatania wątków wyszedł całkiem interesująco.

A właśnie że tak to ciepła opowieść o marzeniach i o tym, że nigdy nie jest za późno na to, by odmienić swoje życie. Każda z bohaterek tkwi w układach, które nie dają im satysfakcji. Pewne sprzyjające okoliczności pozwalają im jednak przestać rozpamiętywać porażki i niepowodzenia, a zamiast tego zacząć dostrzegać szanse. Idealna dla kobiet, które być może chciałyby coś w swoim życiu zmienić, ale się boją lub nie wiedzą jak. Kreacje bohaterek, bardzo prawdziwe i życiowe pokazują, że można.
Polecam tę pozycję na właśnie rozpoczynające się lato. Każdej z nas przyda się trochę ciepła, motywacji i optymizmu, jakie biją z tej książki.
 A co powiedzą ludzie? Niech mówią, co chcą, to mało istotne.
                                                                                                                                                                                                                                                                  Jolczyk

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Dziesięć stron świata


Dziesięć stron świata to moja pierwsza przeczytana książka napisana przez  Annę Onichimowską. Usłyszałam o niej na zajęciach Śmieci w sieci zorganizowanych w Chotomku w ramach cyklu Gadu-gadu z książką. Zapowiadała się ciekawie, wiec postanowiłam ją przeczytać.
Książka zawiera dziesięć opowiadań, a każde z nich jest odrębną historią. Ich bohaterki to piętnastolatki, którzy żyją w różnych częściach świata i ich problemy wynikające z różnic w poziomie zamożności, wyznania, jak również z kultury państwa, w którym żyją.
Każda z tych historii czegoś mnie nauczyła: opowiadanie o Cesarii - walki o swoje marzenia, o Ethanie - akceptacji samego siebie, o Anali, że pomoc i dobroć wracają niczym bumerang, o Madżidzie - podejmowania decyzji zgodnych z moim sumieniem, o Kaisie - ostrożności, o Santosie - nadziei, o Gerdzie - tolerancji, o Piotrku - prawdomówności oraz trzymania się własnych zasad, o Tanii - opanowania, a o Akim - cierpliwości.
Dziesięć stron świata przypadnie do gustu osobom, które nie lubią czytać wielostronicowych ksiąg.
Mnie osobiście trochę przeszkadzało to, że podczas lektury czułam się tak, jakbym czytała przez „różowe okulary”. W prawdziwym świecie nie jest tak bajkowo. Wiele marzeń się nie spełnia, lecz ginie w przepaści porażek. Taka jest prawda. Dwie rzeczy, jakie mi się w tej książce podobały to: nauki, jakie wynikały z każdej historii oraz to, że żadne opowiadanie nie miało konkretnego zakończenia. W ten sposób autorka dała naszej wyobraźni pole do popisu.


Oliwia Adamkiewicz
uczennica kl. I a Gimnazjum nr 6 w Płocku
uczestniczka Projektu Akademii Orange  Gadu-gadu z książką