poniedziałek, 29 czerwca 2015

Zuza albo czas oddalenia


„Miłość od pierwszego włożenia”

Bez pruderii, proszę Państwa, to słowa narratora. Nowa autokreacja Jerzego Pilcha, tym razem jako ponadsześćdziesięcioletniego  faceta, który zakochuje się bez pamięci w sprzedajnej dwudziestolatce o dźwięcznym imieniu Zuza. Stary satyr i nimfa.
Bohatera na 130 stronach niewielkiej książeczki ogarniają na przemian wyrzuty sumienia i zazdrość o Vlada, młodszego, piękniejszego i bogatszego kochanka. Proszę zwrócić uwagę na nieprzypadkowe, jak sądzę,  imię owego amanta, prawdziwie Pilchowy żart. Po prostu ten  wampir chce odebrać mu kobietę, regularnie wyje do księżyca zdradzany narrator. Nie jest to przypadkowe wycie, jest to wycie egzystencjalne zupełnie, przepełnione bólem istnienia. Ba, niemota, nędzne, żebracze rzężenie starego parkinsonika.
Siłą tej książki nie jest fabuła, amatorzy „scen”  znajdą w niej co najwyżej  parę celnych groteskowych uwag.  „Zuza albo czas oddalenia” poraża zderzeniem witalności i usychania.  Jej treść jest tak samo przecięta, jak grafika na okładce. Jest czas życia i czas umierania, jak w Biblii. Wszystko marność. Pilch nie ukrywa ani tego, że zwykle karmi swoje powieści własnym życiem, ani postępującej choroby.   Fantazje (?) czy też sex z prostytutką nie wyleczą z Parkinsona. Zajmą myśli czy ciało, ale na chwilę. Nadal będzie dygot od prawej nogi  idący i całe ciało obejmujący. Niemota, a w każdym razie duże kłopoty z mówieniem. Zapewniano mnie,  że lada chwila paraliż mowy sam się cofnie, tymczasem raczej się pogłębia. W każdym razie częściej tracę wiarę, chwile euforii rzadkie, tak rzadkie, że prawie ich nie ma. Co jest?
No właśnie. Ile tym razem jest Pilcha w Pilchu?


Jerzy Pilch, Zuza albo czas oddalenia, Kraków 2015

Milena

środa, 24 czerwca 2015

Florystka i Okularnik




Kryminał czyli sztuka szczęścia
Pozwoliłam sobie na parafrazę tytułu znanej powieści światowej humanistyki,  zastępując słowo: kicz słowem: kryminał.  Poza tym wszystko się zgadza.  Kicz nie musi należeć do literatury wysokiej, może być czytany potajemnie, najlepiej na czytnikach (bo publicznie nie wypada). Ma jednak dostarczać dobrej rozrywki, poprawnego języka i odwracać myśli od kłopotów. Zdarza się i tak, że coś, co uchodziło za literaturę dla mas (np. swego czasu Sienkiewicz); teraz staje się klasykiem.
Wprawdzie dla pani Bondy tej drogi nie przewiduję, ale pisze młoda autorka zupełnie przyzwoite powieści  kryminalne, z zajmującą, choć obszerną intrygą. Ulubiony bohater Bondy to policyjny pofiler, czyli ktoś, kto na podstawie śladów pozostawionych na miejscu zbrodni, wiedzy o ofierze, jej nawykach, itp. tworzy portret psychologiczny domniemanego sprawcy, a tym samym zawęża krąg poszukiwanych.  Powstały już dwie serie powieści o profilerach: Hubercie Meyerze  i Saszy Załuskiej.

Amarylisy jako kwiaty zła
Piękna powieść, zdyscyplinowana. Policyjny profiler Hubert Meyer, teraz już jako wolny strzelec, szuka mordercy trzech, właściwie czterech osób w Białymstoku. Przy kryminałach streszczanie akcji psuje jej aromat, więc dalej nie będę.  Akurat aromat jest dobrym słowem. Tytuł  zdradza, że na kartach powieści dużo będzie o kwiatach.  Bohaterka upodobała sobie amarylisy. Jako jedyna widzi w nich kwiaty, które mają duszę. Inne to zaledwie martwa powłoka. Amarylis, nawet gdy schowa swoją zwiędłą cielesność w odpowiednio pielęgnowanej cebuli przechowuje moc, aby zakwitnąć na nowo, nieraz jeszcze tego samego roku. Warto, zobaczyć jaką rolę odegrają w fabule amarylisy.
Katarzyna Bonda, Florystka, Warszawa 2015

Nie ma ciała, nie ma zbrodni
Tu mamy do czynienia z młodą profilerką  Saszą Załuską.  Książkę czyta się jednym tchem, ale na końcu spotkał mnie zawód – nie wiemy, kto zabił? Jak tak można! Zapewne chodzi o to, żeby czytelnicy  czekali na kolejną część Lampiony (Ogień), ale zdecydowanie wole cykle, gdzie wszystko wyjaśnia się w poszczególnych tomach.  Tymczasem tutaj mamy klasyczną tetralogię.
Akcja dzieje się w Hajnówce, pogranicze polsko-białoruskie jest w niej obecne jak duszący dym. Cały konflikt rodzi się w końcu wojny, kiedy „żołnierze wyklęci” pod wodzą Romualda Rajsy  „Burego” dokonują pogromu wsi prawosławnej, na który załapuje się przy okazji kilka polskich rodzin. Bonda jest znakomitą stylistką, więc są to wstrząsające opisy.  W ogóle dużo tu folkloru, pojawiają się szeptuchy czyli podlaskie znachorki  i widać wielką pracę przygotowawczą do powieści.
 Ja akurat cenię autorkę za to bardzo, gdyż zwykle antykomunistycznemu podziemiu stawia się teraz ołtarze. Bonda  „wyklętych”, jak i współczesnych nacjonalistów wplątuje w intrygę.  A na  wszelkich pograniczach stosy nie powinny płonąć.
- Jesteś „tutejszy”, jeśli prochy twoich przodków leżą w tej ziemi. – pisze autorka.
Katarzyna Bonda,  Okularnik, druga część serii Cztery żywioły,  Warszawa 2015.

                                                                                                                                               Milena

czwartek, 11 czerwca 2015

10 niesamowitych przygód Neli



Cześć, nazywam się Nela…

Może powiem tak:  gdybym miała dzieci, wnuki czy też inną zaprzyjaźnioną progeniturę w wieku Neli, małej reporterki, z przyjemnością czytałabym im zapisy z wypadów dziewczynki po świecie.  Ponieważ aktualnie takowych nie posiadam, postanowiłam znaleźć target wśród znajomych. Chyba nie muszę się wysilać, bo fanpejdż małej autorki jest pokaźny, oglądalność programów w TVP wysoka, a popularność przerośnie wkrótce Cejrowskiego...

Cykl o wędrówkach Neli  to przykład dobrego ekologicznego marketingu. Pięknie wydane, mądre książki.  Przemyślane od  A do Z i wysmakowane zarówno graficznie, jak i  językowo.  Wyraźną, dużą czcionkę przeczytają  łatwo zarówno dziadkowie, jak i rówieśnicy bohaterki. Jeśli dorzucimy do tego wysmakowane zdjęcia z całego świata nie potrzeba wiele więcej, aby zilustrować  bogactwo i magię środowiska, w którym żyjemy.

Dla ludzi dojrzałych opowieści  Neli są na swój sposób wzruszające. Tak po prostu. Przede wszystkim jest w nich dużo szacunku dla ziemi i innych kultur. I zwykłej wiedzy o świecie. Edukacyjnej, przede wszystkim przyrodniczej i geograficznej. Także etnograficznej, na przykład o bogactwie obyczajów, związanych ze spożywaniem posiłków. Wśród nich wrażenia z Tajlandii, gdzie prażone owady kupuje się na wagę jak cukierki i którego mieszkańcy wierzą, że ich kraj na mapie ma kształt słonia. Coś w tym faktycznie jest!

Nela podczas swoich wojaży bacznie przyglądała się serwowanym posiłkom, wybierała raczej dania wegetariańskie i panicznie bała się zjedzenia świnki morskiej, która jest przysmakiem w Boliwii.

No cóż,  co kraj to obyczaj!

Ja, przeglądając Podróże Neil, pomyślałam o ewolucji literatury, powiedzmy, podróżniczej. Od Robinsona Crusoe z nieodłącznym Piętaszkiem, przez W pustyni i w puszczy, który to tytuł wprowadził nierozgarniętego Kalego do polskiej popkultury. Nela bez egzotycznych przewodników w puszczy nie miałaby szans. Wie o tym i w zabawny sposób podkreśla. Dobrze, że takie sceny są częścią jej przygód.

W pierwszym tomie mała podróżniczka opisuje podróże na Bali, do Boliwii, Tajlandii i Zanzibaru.

Milena


Nela & Monika Ćwiek, 10 niesamowitych przygód Neli,  Warszawa 2014

piątek, 5 czerwca 2015

Zabierasz stare życie ze sobą?



Tłem intrygującej akcji książki Echa pamięci jest malarstwo. Artysta sprzed lat, Charles Aubrey i jego dzieła, wpłynęły na życie wielu osób, zarówno współczesnych autorowi, jak i odbiorców z lat późniejszych. Zainteresowanie tą postacią i chęć odkrycia kilku tajemnic prowadzi jednego z bohaterów książki, Zacha, do miasteczka, gdzie przed wieloma latami przebywał Aubrey.
Autorka przenosi czytelników w dzikie, naturalne krajobrazy wsi, gdzie życie upływa w harmonii z przyrodą. Ludzie dostosowują się do natury i żyją w jej rytmie. Wśród niej toczą się różne, harmonijnie splatające się ze sobą wątki bohaterów książki. Częste retrospekcje do lat młodzieńczych Dimity zwanej Mitzy, powoli rozwiewają tajemnice. Poznajemy trudne relacje matki z córką, problem prostytucji, przemocy, marzeń o życiu w inny sposób. Przenosimy się również w magiczne strony kolorowego Maroka.
Wraz z Dimity czytelnik przechodzi przez trudy namiętności dorastającej dziewczyny. Do czego jest zdolna miłość nastolatki? Czy jest prawdziwa i wieczna? Czy jeden błąd może wpłynąć na życie wielu osób?
       Katharine Webb z wyczuciem nakreśla budzące się między bohaterami uczucia – miłość, przyjaźń, ale też nienawiść, żal, zazdrość. Umiejętnie wplata nawet wątek problemów Kosowa i jego mieszkańców. Nakreśla obraz dojrzewania biologicznego, ale też dorastania do podejmowania samodzielnych decyzji.
Przeszłość odbija się echem w teraźniejszości. Nie można od niej uciec. Historia nas kształtuje i mamy ją zawsze w sobie, bez względu na zmianę adresu zamieszkania. Tak jak stwierdziła Hannah, jedna z bohaterek książki: „Tak naprawdę nie da się zacząć nowego życia ani nic w tym rodzaju… Nie ma innego wyjścia”.

Joasia K.

Katharine Webb,  Echa pamięci,  Kraków 2014