poniedziałek, 1 października 2018

Zbrodnia z Płockiem w tle


Mecenas Zuza Lewandowska, niepiękna, już nienastoletnia, o ekstrawaganckim sposobie bycia to najbardziej udana składowa kryminału Jacka Ostrowskiego „Paragraf 148”. Ze stricte kobiecych zachowań prezentuje jedynie upartą walkę z owłosieniem na nogach. No dobrze, miała też romans… A poza tym pali, pije, klnie jak szewc i w męskim świecie czuje się jak ryba w wodzie. Nawet przyjaciół szuka wśród wędkarzy. Mieszka w towarzystwie gadającej papugi ary (prezent od wdzięcznego klienta), w rodzinnym mieszkaniu z dokwaterowanymi lokatorami. „Patologia po prostu!” Po zacnym, prawniczym rodzie Lewandowskich zostały Zuzie dwa pokoje i wspólna łazienka. Wśród jej rozlicznych lektur jest na przykład Łuk Triumfalny, gdzie znajdziemy między innymi takie słowa: „Ale kimkolwiek się jest, poetą, półbogiem, czy idiotą, spada się co parę godzin z nieba, żeby oddać mocz.” W sam raz pasuje do autoironicznego dystansu, jaki wobec siebie i świata utrzymuje Zuza. Jeszcze wspomnieć należy o kompleksie wobec ojca prawnika. Lewandowska wciąż czeka na swoją sprawę, która będzie jej przepustką do świata wielkiej palestry. Na razie broni małych złodziejaszków, rozwodników, w każdym razie sama drobnica.

Tymczasem w Płocku lat 70. popełnione zostaje podwójne morderstwo. W ręce Zuzy wpada, zdaje się, wymarzona wielka sprawa.  Morderstwo to początek czarnej serii, względnie uporządkowany świat Zuzy zostaje wzburzony. We współpracy z prokuratorem Leszkiem Jarzębowskim prowadzą nieformalne dochodzenie, gdyż Milicja Obywatelska zainteresowana jest wyłącznie formalnym zamknięciem śledztwa.  Intryga jest bardzo interesująca, powieść się świetnie czyta. Czytelnik bez przerwy zadaje sobie pytanie: co dalej?  Dzieje się zatem to, o co przede wszystkim w gatunku chodzi. Nowe makabryczne morderstwa, tropy z przeszłości, rozkawałkowane ciała. Wielbiciel poczynań Zuzy otrzymuje zakończenie, które jest tyleż samo prawdopodobne, co niemożliwe. Intryga jakby trochę  uciekła, ale w niczym nie ujmuje to zalet pani mecenas.
Ostrowski otwiera świat zbrodni i świat prawniczy, zamknięty zwykle dla przeciętnych ludzi. Umożliwia zatem podglądanie ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jeden czytelnik może czuć się zażenowany, inny podekscytowany, jeszcze innego po prostu ucieszy dobra rozrywka.
Język powieści jest odważny, papuga klnie jak marynarz, do tego wyzywa władze ludową, Zuza Lewandowska też nie przebiera w słowach. Narrator jest dość dyskretny, urok powieści bardziej zawarty jest w dialogach i PRL-owskim klimacie. Żywność na kartki, książki spod lady i kolportowane po cichu wydawnictwa Sołżenicyna
Płocczanie odnajdą tu swoisty genius loci, pożeglują z Zuzą po knajpach, kinach, których już nie ma. Odwiedzą katedrę. Osobiście znam jednego, który po lekturze powieści wybrał się na poszukiwane Słonecznej 17.
Czy będzie to Płock taki, jak Wrocław u Krajewskiego, czy Poznań u Ćwirleja? Tego na razie nie wiemy. Jeśli ma to być seria z papugą i płocki kryminał miejski to wątki lokalne raczej powinny się rozwinąć.  A idei, żeby faktyczną Świerczewskiego z lat 70. nazwać obecną Słoneczną nie rozumiem. Tak sobie marudzę jako tutejsza, czytelnikom z całego kraju jest na pewno wszystko jedno. 


Milena

Jacek Ostrowski, Paragraf 148, Warszawa 2018

środa, 27 czerwca 2018

Kryminał z baśni rodem



„Po prostu petarda!” krzyczy z okładki „Dziewczynki z zapalniczką” Mariusza Czubaja Katarzyna Bonda. Może to nie do końca prawda. Najnowsza, mocno promowana powieść autora, jest kryminałem nie wybuchowym, ale psychologicznym.
W sylwestra 2010 roku zostaje zamordowany Jacek Szymon, dawny przyjaciel i mentor Rudolfa Heinza, bohatera wcześniejszych kryminałów Czubaja. Wiele lat wcześniej, w willi na Brynowie odkryto okrutnie okaleczone zwłoki 6-letniej dziewczynki. Do tego z więzienia wyszedł właśnie, bezwzględny kryminalista, wróg Szymona i Heinza. Śledzi każdy jego krok. Komisarz, mimo depresji, musi wrócić do śledztwa. Ze względu na pamięć o Szymonie i… zlecenie gangstera. Dziewczynka była bratanicą człowieka mafii.
To tyle jeśli chodzi o intrygę. Nie ona jest w tej książce najważniejsza.    
O wiele bardziej istotna jest gra, która toczy się w umyśle bohaterów. Heinz, żeby odkryć, kto zabił musi wejść w skórę Szymona, podążać śladem jego myśli. Kluczową rolę odgrywają baśnie Andersena, a także inne rzeczy, które znajduje w mieszkaniu przyjaciela. [Jedno z objaśnień zostało obwiedzione kilka razy długopisem. „Czerwone z baśni Andersena”] – to na przykład nierozwiązana krzyżówka. Czubaj jest antropologiem kultury i widać, jak w swoich powieściach z lubością upycha, jak rodzynki, nawiązania do ikon kultury masowej. Heinz jest koneserem dobrej muzyki, gdzieś po drodze pojawia się kultowa Autobiografia „Perfectu” i film Billy Elliot. Zaprzyjaźniona psycholog nosi wdzięczną ksywę Pocahontas.
Zwraca uwagę cała galeria postaci, zwłaszcza kobiecych, z których każda, choć epizodyczna, jest do końca przemyślana i zapada w pamięć. Przedszkolanki z prywatnej placówki przesuwają się jak w fotoplastykonie.
Z psychoanalizą zderzony jest język gwałtu, brutalnej przemocy i gangsterskich porachunków. Czubaj nie boi się ostrych słów. Wulgaryzmy wydają się być jak najbardziej na miejscu w mrocznym świecie powieści.
Wreszcie autor proponuje zaskakujące zakończenie. Takie, powiedziałabym, półotwarte.
Dziewczynka z zapalniczką jest równie melancholijna jak jej „imienniczka” z baśni Andersena.

Milena

Mariusz Czubaj, Dziewczynka z zapalniczką, Warszawa 2018

piątek, 25 maja 2018

W krainie Proroka


Radosław Lewandowski zamknął wydaną niedawną książką swoją tetralogię o wikingach. Jego bohaterowie zakończyli swoją odyseję na żyznej Sycylii. Drużyna wojów pod wodzą saekonunga Kolbjørna Krzywe Zęby przemierza kalifat Kordoby i tylko dzięki przebiegłości, godnej samego Lokiego, udaje się im ujść cało z rąk wielkiego wezyra.
Główne wątki zostały rozwiązane, zamknęły się ziemskie losy Erika Erykssona – młodego wikinga, który wraz z oddziałem najemników trafił do kraju Maurów oraz Oddiego – syna renegata Asgota Czerwonej Tarczy.  Przy okazji stoczono wiele bitew, przelano wiele krwi, a do Walhalli trafiło wiele dzielnych wojowników. Tyleż samo świętować będzie w krainie Allaha, a i do Raju trafią niektórzy. Jednych i drugich nazywa Lewandowski wyznawcami Jednoboga. Wikingowie nie pojmują monoteistycznych religii, ale dopóki ich strażnicy płacą złotem, dopóty są dla wojów z północy dobrymi partnerami.
Tym razem książka Lewandowskiego jest typową przygodówką, jeśli dokładnie tyle będziemy oczekiwać, na pewno nas nie zawiedzie.
Ma parę scen, które pozostaną na dłużej w pamięci, konsekwentnie poprowadzoną akcję i dwie kobiece bohaterki, które mnie urzekły. Szczególnie jedna kradnie wikingom show.
Walorem książki są oryginalne sury z Koranu  i przysłowia arabskie. Podobnie jak wszelkie sceny targów, umów, negocjacji.
Warto zwrócić uwagę na pewien morał, zawarty w losach niewolnika o imieniu Zeno, przyjaciela Erika. Otóż ów Zeno staje się osobą pożądaną przez wielu, między innymi z uwagi na to, że, wychowany w bizantyjskim klasztorze, zna język chrześcijan, arabski i czcicieli Odyna. Uczcie się, drodzy Czytelnicy, języków!
Autor dedykuje książkę bibliotekarzom.
„Jeśli książka zawiera marzenia, nieprzebyte przygody, to Biblioteka jest snem, w którym stają się one rzeczywistością.”

Milena

Radosław Lewandowski, Wikingowie. Kraina Proroka, Warszawa 2018

środa, 16 maja 2018

Pełna mroku Wiara



W środku upalnego lata 1986 roku w niewielkiej Rokitnicy koło Żywca przystojny ksiądz Jerzy Marczewski znajduje na torach trupa młodej dziewczyny. Tak zawiązuje się akcja kryminału Anny Kańtoch, autorki znanej dotąd raczej z powieści fantasy. To znakomita książka, z bogatym tłem obyczajowym. Rzecz dzieje się na terenie parafii Rokitnica, dwaj księża zostają nagle postawieni w sytuacji ekstremalnej. Dotąd najpoważniejszym wyzwaniem było spowiadanie i odwiedzanie najstarszych parafian z sakramentem ostatniego namaszczenia, teraz stanęli w obliczu zbrodni. Na pomoc miejscowym, nie najbystrzejszym policjantom przybywa kapitan Witczak z komendy wojewódzkiej.
Podejrzani są wszyscy. Miejscowi, bo wieś skrywa od dawna bolesną tajemnicę, ale ludzie nabrali wody w usta przed obcym. Witczakowi trudno przedrzeć się przez mur milczenia.
Hipisi, którzy przyjechali do Rokitnicy protestować przeciwko budowie tam elektrowni atomowej. Ludzie ich nie lubią, gdyż stara przepowiednia mówi, że ZŁO NADEJDZIE ZE WSCHODU…
W „Wierze” jest mnóstwo interesujących postaci. Wspomniani ksiądz Marczewski i zgorzkniały kapitan Witczak oraz mój ulubiony duet Robert i Ewa Chojniakowie. On, ogorzały, spracowany rolnik i jego krucha, piękna, ale sparaliżowana po wypadku żona…
Wielkim walorem powieści jest język i rytm. Autorka nie żongluje dialogami, dba o to, aby każdy z nich zyskał odpowiednia oprawę. Piękne są opisy pogody i dusznej, upalnej wsi u schyłku PRL-u. Było wpół do szóstej rano, pora tak wczesna, że powietrze miało w sobie jeszcze szarawą przejrzystość świtu. Wstające słońce wychylało się zza chmur, czerwone jak wrzucona w żar moneta. Mimo porannego chłodu kapitan zdjął marynarkę i podwinął rękawy koszuli – na ramionach miał teraz gęsią skórkę, a wiejący od strony jeziora wiatr ciskał mu w twarz drobinki wody.
Warto sięgnąć po tę powieść.

Milena

Anna Kańtoch Wiara Wołowiec 2017

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Cienie



Wojciech Chmielarz potrafi ukraść uwagę widza. Udowadnia nam to po raz kolejny. Gwarantuję, że nikt, kto sięgnie po najnowszą powieść autora serii z komisarzem Jakubem Mortką, nie będzie się nudził. „Cienie” mają w dodatku nasz lokalny smaczek. Jeden z epizodycznych bohaterów, młody chłopak, który szuka szczęścia w Warszawie, pochodzi z Płocka. Jest to wzmianka zaledwie, ale w ten sposób Płock trafia na łamy pierwszorzędnej literatury kryminalnej:-)
- W Milanówku giną dwie kobiety  - córka i konkubina słynnego gangstera. Zastrzelono je z broni podkomisarza Kochana, a on sam znika. Dzwoni jednak do Mortki i prosi o pomoc – ktoś go wrabia – tyle z opisu okładkowego. W praktyce jest to zawiązanie znakomitej powieści kryminalnej ze strzelaniną w opuszczonych budynkach i schronach, które latem służyłyby wielbicielom paintballa. Tu jednak strzela się z prawdziwej broni i leje się prawdziwa krew. Są wszechmogący gangsterzy, szemrani lobbyści i zbiorowe gwałty homoseksualne.
Na tym tle skorumpowany glina to uczciwy glina. Za niektórymi jednak przeszłość ciągnie się jak guma do żucia. Ba, niejeden pamięta jeszcze służbę w MO. W każdym razie nie jest to świat grzecznych chłopców.
Kobiety mają w tej powieści niewiele do powiedzenia. Ikona kobiety-ofiary: męża, partnera, ojca, który odszedł, mężczyzn w ogóle, jest w tej książce obecna w sposób niemal natrętny, ostro feministyczny. Kobieta jest gwałcona, zdradzana, porzucona. W sposób symboliczny zemsty na świecie facetów dokonuje aspirantka (nie: pani aspirant) Suchecka, zwana Suchą. Chociaż za relacjami damsko-męskimi nikt nie trafi…
Powieść czyta się doskonale, autor cały czas myli tropy, panuje nad narracją, przestawia pionki na swojej szachownicy. Straszne jest tylko to, że ta gra mogła się odbyć naprawdę. Nie jest to political fiction, bo tę odrzucam programowo, natomiast „Cienie” mają coś z brudnego świata obecnej władzy. Najbardziej odrażająca i wykreowana po mistrzowsku jest postać wszechmocnego lobbysty.
Zbrodni jest dostatek, ale sprawcy jak na lekarstwo. Długą drogę przez warszawskie ulice, kiedy jesień zdychała w męczarniach przyjdzie przebyć samotnym policjantom, aby poznać zabójcę dwóch kobiet w Milanówku.

Milena

Wojciech Chmielarz, Cienie, Warszawa 2018

wtorek, 20 marca 2018

Terapia odzyskiwania wspomnień



„Grzech zaniechania” to najnowsza powieść z cyklu z Agatą Górską i Sławkiem Tomczykiem w roli głównej. Nie znam wcześniejszych, ale w niczym nie przeszkadza to w lekturze ostatniej, interesującej pozycji, która pozwala zajrzeć do świata psychoterapeutów i zgubnych czasem skutków ich terapii.
Tak, proszę Państwa, nieodżałowany Zygmunt Freud czai się na kartach tej książki, gotów pociągnąć czytelnika na skraj wypartych wspomnień z dzieciństwa, które mogą popchnąć do działań niekoniecznie zgodnych z prawem.
„Pracownica ośrodka terapeutycznego znajduje leżące na posadzce, zakrwawione zwłoki swojej szefowej - psychiatry Antoniny Brzozowskiej” - tyle zacytuję z okładki. 
W powieści urzekła mnie niekonwencjonalna intryga, bogate tło obyczajowe i, zapewne, solidny risercz. Autorka niewątpliwie wie, o czym pisze, a więc musiała odrobić lekcje z psychoanalizy i bogatej oferty ośrodków terapeutycznych dla młodzieży i dorosłych z przedrostkiem psycho-, których liczba rośnie jak grzyby po deszczu.
W powieści jest dysfunkcyjna rodzina, jakich wiele, przezroczyste dzieci, których nie zauważają rodzice, zajęci swoimi problemami i znakomity policyjny duet.
Starsza aspirant Agata Górska i komisarz Sławek Tomczyk. Widać, że są sobą zafascynowani, Agata w obecnym tomie zostaje poddana próbie, gdyż ginie jej były partner, a śledztwo jest prowadzone wielowątkowo, z czym radzi sobie bez trudu autorka.
Książka wzbudza emocje, a o to niełatwo. Kryminał w zasadzie jest lekturą jednorazowego użytku. Przeczytać, zająć myśli, zapomnieć. Tylko nieliczne pozostają gdzieś w głębi duszy na dłużej. Czasem z uwagi  na bohaterów (dlatego bardziej zapamiętujemy detektywów), czasem intrygę. Ta książka należy do tej drugiej grupy, z uwagi na doskonale przedstawiony pejzaż społeczny. Polska absolutnie najnowsza, z podkreśleniem problemów rodziny i rynku usług psychoterapeutycznych.
Ja dopiero odkryłam Małgorzatę Rogalę. Trochę późno, gdyż, jak się okazało, wszystkie jej powieści są na bieżąco wypożyczane przez czytelników. Nie sposób przejść wobec „Grzechu zaniechania” bez chwili refleksji. Jeśli świat jest taki wyrachowany, to wiara w tzw. wartości legnie w gruzach.

Milena

Małgorzata Rogala, Grzech zaniechania, Poznań 2018

czwartek, 1 marca 2018

Topienie Marzanny


„Na świętego Grzegorza (12 marca) idzie zima do morza.
Grzeje więcej, lody płaczą, rzeki warczą, brzegi znaczą.”
Kiedy za oknem mróz i odechciewa się wszystkiego, warto przypomnieć sobie rytuały, które od dawna porządkowały rzeczywistość i pozwalały ludziom odnaleźć się w, często nieprzyjaznym, świecie.
Doskonale opowiada o nich Barbara Ogrodowska w książce „Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne”.  Autorka uporządkowała obyczaje w sposób chronologiczny, zgodny z porami roku i świętami liturgicznymi. Książka jest bogato ilustrowana, zarówno zdjęciami i reprodukcjami archiwalnymi, jak i fotografiami współczesnymi, na przykład procesji w Niedzielę Palmową na Kurpiach.  Docenić należy pracę grafika, który ten obszerny materiał atrakcyjnie przedstawił. Ciekawostki i przysłowia są dodatkowo uwypuklone na marginesach.
Mnie, nietrudno odgadnąć dlaczego, najbardziej interesowało nadejście wiosny.  Autorka podkreśla, że w czasie Wielkiego Postu, niezależnie od wszystkich praktyk kościelnych, odbywały się także, praktykowane przez stulecia, odwieczne obrzędy ludowe przywoływania wiosny.
Najczęściej był to obrzęd niszczenia (topienia lub palenia) kukły – postaci kobiecej zwanej Marzanną, Moreną, Marzoniokiem (na Śląsku), Śmiercią, Śmiercichą (w Wielkopolsce), Śmierzcią, Śmierztką (na Podhalu).
Słomiana kobieca postać, najczęściej wystrojona w świąteczne ubranie symbolizowała zimę, wszelkie zło, choroby i utrapienia dręczące ludność w trudnym okresie zimowym.  Wrzucenie do wody (zgładzenie, utopienie, ewentualne spalenie) oznaczało nie tylko zniszczenie zimy, ale także symboliczne przywoływanie korzystnej zmiany pór roku.
Obecnie zabawy zwane Marzanną, spopularyzowane przez media odbywają się w całej Polsce. Najczęściej uczestniczą w nich dzieci. Urządza się je w pierwszy dzień wiosny kalendarzowej, czyli 21 marca, według różnych pomysłów i dowolnie przyjętych zasad.
Milowe daty w wiosennym kalendarzu, zaznaczone w ludowych przysłowiach, to 4 marca („Na świętego Kazimierza wyjdzie skowronek spod perza”), wspomniany na wstępie dzień św. Grzegorza (12 marca) i w końcu święto Zwiastowania Najświętszej Marii Panny (26 marca).
Właśnie święto maryjne, ustanowione w V wieku, było prawdziwym początkiem wiosny. „W tradycji i polskich ludowych wierzeniach religijnych, Matka Boska, której anioł z nieba zwiastował macierzyństwo i pod sercem której zatętniło nowe życie, czczona była jako patronka i kreatorka wszelkiego, budzącego się na wiosnę życia” – pisze autorka.
Tego się trzymajmy, drodzy Czytelnicy, i odliczajmy dni do 26 marca. Albo wznośmy modlitwy do św. Grzegorza…
Tę naprawdę interesującą książkę można znaleźć w czytelni Książnicy Płockiej.

Milena

Barbara Ogrodowska, Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2004