środa, 13 lutego 2019

Szanujmy wspomnienia



Na naszych oczach dzieje się coś niezwykłego. Płocczanie spotykają się, aby porozmawiać o najprostszych sprawach. Dzieciństwie, młodości, pierwszych fascynacjach szkolnych, bułkach, jakie kupowali w sklepie u Pelasi (w miejscu obecnego Klubu Rock ‘69). W ogóle dusza dziecka i dojrzewającego człowieka jest jak gąbka, chłonie wrażenia i osadza je w pamięci już na zawsze.  Grupa młodych mieszkańców naszego miasta (z zespołu muzycznego SANTIAGO przy parafii św. Jakuba i nie tylko) zapragnęła sięgnąć po zasoby wspomnień swoich babć i dziadków i innych zacnych seniorów. „W swojej pracy  (jestem lekarzem) często rozmawiam ze starszymi ludźmi. W rozmowach tych niejednokrotnie przebija się poczucie osamotnienia, bycia niepotrzebnym w pędzącym do przodu świecie”, pisze koordynatorka projektu Ewa Magierska.
Bohaterowie najnowszego wydawnictwa Książnicy Płockiej urodzili się zwykle w latach 20., 30., 40. ubiegłego wieku. Z tej racji mogą dzielić się swoim życiowym doświadczeniem i mądrością, a Płock na naszych oczach powraca do minionych lat.  Każda z 22 osób ma swoją opowieść. Choć często mówią o rzeczach znanych z przewodników, na przykład o płockich szkołach to jednak każdy inaczej zapamiętał swoją Małachowiankę, i swoją Wisłę. Inaczej wygląda rzeka u poetki Wandy Gołębiewskiej, a inaczej u filmowca Tadeusza Bystrama.
Często pojawia się wspomnienie wybrukowanych płockich ulic. Raz tak: „Gdy miałem szesnaście lat, jako młody kleryk byłem operowany z powodu zapalenia wyrostka robaczkowego. W seminarium nasz rocznik miał taki zwyczaj, że klęczeliśmy na posadzce, nie w ławkach. Dlatego miałem poorane kolana. Przed narkozą pielęgniarka pyta: <Panie doktorze, to brukarz?>, <Nie, kleryk>”. (Ks. infułat Wojciech Góralski ur. 1939)
Innym razem tak: „Ulica Zduńska była wyłożona kamieniami. Miałam może cztery lata, kiedy układano te kamienie. Pamiętam potężną panią brukarkę, ubraną w gruby strój, która w towarzystwie dwóch panów na kolanach układała ulicę. Ich pracę kontrolował ówczesny pracownik rady miasta – <prezydium> – to się wówczas nazywało – pan Kazimierz Staszewski.” ( Maria Chyła, płocczanka, ur. 1950)
Książka pełna jest rodzinnych anegdot i scenek rodzajowych. Padają nazwiska legendarnych płockich nauczycieli, między innymi fizyka z Małachowianki prof. Karaskiewicza zwanego „Karasiem”, czy kapłanów. Wiele osób mówi o druhu Tadeuszu Milke i zespole „Dzieci Płocka”. Harcerstwo było szkołą życia i przepustką do wielkiego świata.  W oprawie graficznej, oprócz archiwalnych zdjęć, znalazły się współczesne prace pięciorga młodych płocczan, wśród nich dwóch studentek sztuk pięknych Oli Galewicz i Uli Grzelki. Muzeum Mazowieckie udostępniło fragmenty swoich archiwaliów, prezentowanych jako „Pejzaż pamięci”.
Książkę można kupić w Książnicy Płockiej przy ul. Kościuszki 6.

Milena

Płock wspomnieniami malowany. Rozmowy wnuków z dziadkami, red. Ewa Magierska, Płock 2019

czwartek, 3 stycznia 2019

Trzy mądre małpy



W zasadzie to nie wiem dlaczego nie pisaliśmy dotąd o serii kryminałów pod psem Marty Matyszczak. Niedawno ukazał się czwarty tom „Zło czai się na szczycie”, a na koniec stycznia zapowiadany jest kolejny. Książka znalazła się w rankingach najbardziej poczytnych pozycji 2018 roku. Wszystkie części łączą bohaterowie: trochę nieudany prywatny detektyw Szymon Solański, jego trójnogi kundelek Gucio i przyjaciółka Róża Kwiatkowska, co chwila ładująca się w nowe kłopoty.
Tercet to zaiste niezwykły w polskiej literaturze kryminalnej. Do tego intryga w znacznej części opowiedziana jest z perspektywy psiego nosa, co oznacza, że zwierzak jest narratorem przedstawianych przygód.
„Zło czai się na szczycie” dzieje się w nieistniejących (tak zapewnia autorka) Zdrojowicach na Żywiecczyźnie. Nasycona jest atmosferą rodem z horroru, już w pierwszej scenie z betonu wystaje stopa w dobrej jakości bucie. Aż dziw bierze skąd na polskiej prowincji tyle grozy? Otóż, proszę państwa, z ludzi. Z ludzi wieje grozą. Małomiasteczkowość i jakaś wewnętrzna duchota bije wprost z kart książki. Najbardziej odczuwa to pies, który w tej części jest najsmutniejszy.
Waleczna trójka staje wobec podwójnego morderstwa aptekarzy, panów Wątróbków? Wątrób? Wątrobów? – spekuluje w swoim psim rozumku Gucio. Jedno morderstwo dzieje się podczas wesela, więc pan młody zleca Solańskiemu odnalezienie zabójcy. Niestety trudno jest przebić się przez barierę milczenia miasteczka. Święta trójca biznesmen ksiądz wójt wypada w powieści widowiskowo.  Policjant nie pozostaje w tyle. Oczywiście nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał, nikt nic nie mówi. Jak trzy mądre małpy zasłaniające oczy, usta i uszy w odległej od buddyzmu interpretacji. W takiej sytuacji trudno jest prowadzić śledztwo. Jedyni sprawiedliwi to wspomniani Solański, Kwiatkowska i jeszcze ich nowi partnerzy. Gucio też stara się jak może, ratując tym razem dosłownie swojemu panu życie. 
Dodatkowo Solański mierzy się ze swoją przeszłością gdyż parę lat wcześniej podczas wypadku w Zdrojowicach spłonęła jego ciężarna żona.
Mimo to powieść iskrzy slapstickowym humorem, bohaterzy ciągle na coś wpadają, spadają, Gucio pozostawia za sobą chmary porozwalanych chipsów. Jednym słowem kupa śmiechu i wesela w mrocznej, ogarniętej upiorną zmową gminie. Mieszanka wybuchowa! Koniecznie!

Milena

Marta Matyszczak, Zło czai się na szczycie, Wrocław 2018    

poniedziałek, 26 listopada 2018

Kabała i czerwone nitki


Morderstwa ludzi pozornie niezwiązanych ze sobą łączy jedno - kawałek czerwonej nitki znaleziony przy denacie. Medyk sądowy Marek Zadrożny jest przekonany, że popada w paranoję, gdyż nikt poza nim nie widzi w tym żadnego związku. Jego zaś, przystojnego mężczyznę ze skalpelem w ręku, czerwone nitki zaczynają prześladować. Autorka poczytnych powieści Katarzyna Berenika Miszczuk jest z wykształcenia lekarką, sporo więc w jej najnowszej książce Paranoja szczegółów medycznych. 
Nie oszczędza czytelnikom opisów sekcyjnych, łącznie z krótkim wykładem, jak powstrzymać torsje.
Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że powieść jest bardziej thrillerem medycznym niż kryminałem, zgodnie z opisem okładkowym. Osobiście wolałabym, żeby było odwrotnie. 
Nie mniej jednak książkę dobrze się czyta. Sylwetki bohaterów są lepsze niż fabuła. Powraca znana z poprzedniej powieści lekarz w trakcie specjalizacji z psychiatrii Joanna Skoczek, lecząca traumę po wypadkach opisanych w Obsesji. Marek Zadrożny, donżuan, łamacz damskich serc tym razem odegra główną rolę w intrydze powieści. W załączeniu zostaje wyposażony w prawdziwy atrybut męskości – motocykl, do tego stosowny przyodziewek, który dosłownie i metaforycznie ratuje mu tyłek podczas wypadku. Jest prawdziwym herosem. Czy w tym tomie się ustatkuje? A co z jego przyjacielem policjantem Sebastianem Polem?
W galerii postaci wyróżnia się ekscentryczna prokurator Natalia Świetlik, kobieta pełna energii, na początku nie dowierzająca Zadrożnemu, później w pełni zaangażowana w śledztwo i posterunkowy Piotr, bohater epizodyczny, który odegra ważną rolę w identyfikacji miejsca zbrodni.
Najlepiej wypada jednak główny protagonista, postać złego potrząsa wszystkimi sznurkami, manipuluje, podsuwa fałszywe tropy, aż do wielkiego finału. Perfekcyjnie skonstruowana, prawdziwy paranoik, a jednocześnie symbol współczesnego świata i patologicznych więzi międzyludzkich.
Przy okazji otrzymujemy wykład o Kabale i funkcji magicznej czerwonych nitek właśnie. Tajników Kabały nie będziemy zgłębiać, natomiast wielu z nas może pamiętać jak przy dziecięcym wózku babcie zawiązywały czerwone kokardki „od uroków”. W słowiańskiej magii też rządziły demony.  
Klimat powieści jest mroczny, chociaż akcja nie dzieje się nocą, a nawet w reflektorach telewizyjnego studia bądź zimnym świetle Zakładu Medycyny Sądowej przy ul. Oczki.  Zwiedzamy opuszczone budynki Pragi Północ. Gdzieś tam błąkają się złe duchy, gdzieś tam jest Cmentarz Bródnowski. Miłośnikom medyczno-sądowych klimatów zdecydowanie polecam. 

Milena

Katarzyna Berenika Miszczuk, Paranoja, Warszawa 2018

poniedziałek, 1 października 2018

Zbrodnia z Płockiem w tle


Mecenas Zuza Lewandowska, niepiękna, już nienastoletnia, o ekstrawaganckim sposobie bycia to najbardziej udana składowa kryminału Jacka Ostrowskiego „Paragraf 148”. Ze stricte kobiecych zachowań prezentuje jedynie upartą walkę z owłosieniem na nogach. No dobrze, miała też romans… A poza tym pali, pije, klnie jak szewc i w męskim świecie czuje się jak ryba w wodzie. Nawet przyjaciół szuka wśród wędkarzy. Mieszka w towarzystwie gadającej papugi ary (prezent od wdzięcznego klienta), w rodzinnym mieszkaniu z dokwaterowanymi lokatorami. „Patologia po prostu!” Po zacnym, prawniczym rodzie Lewandowskich zostały Zuzie dwa pokoje i wspólna łazienka. Wśród jej rozlicznych lektur jest na przykład Łuk Triumfalny, gdzie znajdziemy między innymi takie słowa: „Ale kimkolwiek się jest, poetą, półbogiem, czy idiotą, spada się co parę godzin z nieba, żeby oddać mocz.” W sam raz pasuje do autoironicznego dystansu, jaki wobec siebie i świata utrzymuje Zuza. Jeszcze wspomnieć należy o kompleksie wobec ojca prawnika. Lewandowska wciąż czeka na swoją sprawę, która będzie jej przepustką do świata wielkiej palestry. Na razie broni małych złodziejaszków, rozwodników, w każdym razie sama drobnica.

Tymczasem w Płocku lat 70. popełnione zostaje podwójne morderstwo. W ręce Zuzy wpada, zdaje się, wymarzona wielka sprawa.  Morderstwo to początek czarnej serii, względnie uporządkowany świat Zuzy zostaje wzburzony. We współpracy z prokuratorem Leszkiem Jarzębowskim prowadzą nieformalne dochodzenie, gdyż Milicja Obywatelska zainteresowana jest wyłącznie formalnym zamknięciem śledztwa.  Intryga jest bardzo interesująca, powieść się świetnie czyta. Czytelnik bez przerwy zadaje sobie pytanie: co dalej?  Dzieje się zatem to, o co przede wszystkim w gatunku chodzi. Nowe makabryczne morderstwa, tropy z przeszłości, rozkawałkowane ciała. Wielbiciel poczynań Zuzy otrzymuje zakończenie, które jest tyleż samo prawdopodobne, co niemożliwe. Intryga jakby trochę  uciekła, ale w niczym nie ujmuje to zalet pani mecenas.
Ostrowski otwiera świat zbrodni i świat prawniczy, zamknięty zwykle dla przeciętnych ludzi. Umożliwia zatem podglądanie ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jeden czytelnik może czuć się zażenowany, inny podekscytowany, jeszcze innego po prostu ucieszy dobra rozrywka.
Język powieści jest odważny, papuga klnie jak marynarz, do tego wyzywa władze ludową, Zuza Lewandowska też nie przebiera w słowach. Narrator jest dość dyskretny, urok powieści bardziej zawarty jest w dialogach i PRL-owskim klimacie. Żywność na kartki, książki spod lady i kolportowane po cichu wydawnictwa Sołżenicyna
Płocczanie odnajdą tu swoisty genius loci, pożeglują z Zuzą po knajpach, kinach, których już nie ma. Odwiedzą katedrę. Osobiście znam jednego, który po lekturze powieści wybrał się na poszukiwane Słonecznej 17.
Czy będzie to Płock taki, jak Wrocław u Krajewskiego, czy Poznań u Ćwirleja? Tego na razie nie wiemy. Jeśli ma to być seria z papugą i płocki kryminał miejski to wątki lokalne raczej powinny się rozwinąć.  A idei, żeby faktyczną Świerczewskiego z lat 70. nazwać obecną Słoneczną nie rozumiem. Tak sobie marudzę jako tutejsza, czytelnikom z całego kraju jest na pewno wszystko jedno. 


Milena

Jacek Ostrowski, Paragraf 148, Warszawa 2018

środa, 27 czerwca 2018

Kryminał z baśni rodem



„Po prostu petarda!” krzyczy z okładki „Dziewczynki z zapalniczką” Mariusza Czubaja Katarzyna Bonda. Może to nie do końca prawda. Najnowsza, mocno promowana powieść autora, jest kryminałem nie wybuchowym, ale psychologicznym.
W sylwestra 2010 roku zostaje zamordowany Jacek Szymon, dawny przyjaciel i mentor Rudolfa Heinza, bohatera wcześniejszych kryminałów Czubaja. Wiele lat wcześniej, w willi na Brynowie odkryto okrutnie okaleczone zwłoki 6-letniej dziewczynki. Do tego z więzienia wyszedł właśnie, bezwzględny kryminalista, wróg Szymona i Heinza. Śledzi każdy jego krok. Komisarz, mimo depresji, musi wrócić do śledztwa. Ze względu na pamięć o Szymonie i… zlecenie gangstera. Dziewczynka była bratanicą człowieka mafii.
To tyle jeśli chodzi o intrygę. Nie ona jest w tej książce najważniejsza.    
O wiele bardziej istotna jest gra, która toczy się w umyśle bohaterów. Heinz, żeby odkryć, kto zabił musi wejść w skórę Szymona, podążać śladem jego myśli. Kluczową rolę odgrywają baśnie Andersena, a także inne rzeczy, które znajduje w mieszkaniu przyjaciela. [Jedno z objaśnień zostało obwiedzione kilka razy długopisem. „Czerwone z baśni Andersena”] – to na przykład nierozwiązana krzyżówka. Czubaj jest antropologiem kultury i widać, jak w swoich powieściach z lubością upycha, jak rodzynki, nawiązania do ikon kultury masowej. Heinz jest koneserem dobrej muzyki, gdzieś po drodze pojawia się kultowa Autobiografia „Perfectu” i film Billy Elliot. Zaprzyjaźniona psycholog nosi wdzięczną ksywę Pocahontas.
Zwraca uwagę cała galeria postaci, zwłaszcza kobiecych, z których każda, choć epizodyczna, jest do końca przemyślana i zapada w pamięć. Przedszkolanki z prywatnej placówki przesuwają się jak w fotoplastykonie.
Z psychoanalizą zderzony jest język gwałtu, brutalnej przemocy i gangsterskich porachunków. Czubaj nie boi się ostrych słów. Wulgaryzmy wydają się być jak najbardziej na miejscu w mrocznym świecie powieści.
Wreszcie autor proponuje zaskakujące zakończenie. Takie, powiedziałabym, półotwarte.
Dziewczynka z zapalniczką jest równie melancholijna jak jej „imienniczka” z baśni Andersena.

Milena

Mariusz Czubaj, Dziewczynka z zapalniczką, Warszawa 2018

piątek, 25 maja 2018

W krainie Proroka


Radosław Lewandowski zamknął wydaną niedawną książką swoją tetralogię o wikingach. Jego bohaterowie zakończyli swoją odyseję na żyznej Sycylii. Drużyna wojów pod wodzą saekonunga Kolbjørna Krzywe Zęby przemierza kalifat Kordoby i tylko dzięki przebiegłości, godnej samego Lokiego, udaje się im ujść cało z rąk wielkiego wezyra.
Główne wątki zostały rozwiązane, zamknęły się ziemskie losy Erika Erykssona – młodego wikinga, który wraz z oddziałem najemników trafił do kraju Maurów oraz Oddiego – syna renegata Asgota Czerwonej Tarczy.  Przy okazji stoczono wiele bitew, przelano wiele krwi, a do Walhalli trafiło wiele dzielnych wojowników. Tyleż samo świętować będzie w krainie Allaha, a i do Raju trafią niektórzy. Jednych i drugich nazywa Lewandowski wyznawcami Jednoboga. Wikingowie nie pojmują monoteistycznych religii, ale dopóki ich strażnicy płacą złotem, dopóty są dla wojów z północy dobrymi partnerami.
Tym razem książka Lewandowskiego jest typową przygodówką, jeśli dokładnie tyle będziemy oczekiwać, na pewno nas nie zawiedzie.
Ma parę scen, które pozostaną na dłużej w pamięci, konsekwentnie poprowadzoną akcję i dwie kobiece bohaterki, które mnie urzekły. Szczególnie jedna kradnie wikingom show.
Walorem książki są oryginalne sury z Koranu  i przysłowia arabskie. Podobnie jak wszelkie sceny targów, umów, negocjacji.
Warto zwrócić uwagę na pewien morał, zawarty w losach niewolnika o imieniu Zeno, przyjaciela Erika. Otóż ów Zeno staje się osobą pożądaną przez wielu, między innymi z uwagi na to, że, wychowany w bizantyjskim klasztorze, zna język chrześcijan, arabski i czcicieli Odyna. Uczcie się, drodzy Czytelnicy, języków!
Autor dedykuje książkę bibliotekarzom.
„Jeśli książka zawiera marzenia, nieprzebyte przygody, to Biblioteka jest snem, w którym stają się one rzeczywistością.”

Milena

Radosław Lewandowski, Wikingowie. Kraina Proroka, Warszawa 2018

środa, 16 maja 2018

Pełna mroku Wiara



W środku upalnego lata 1986 roku w niewielkiej Rokitnicy koło Żywca przystojny ksiądz Jerzy Marczewski znajduje na torach trupa młodej dziewczyny. Tak zawiązuje się akcja kryminału Anny Kańtoch, autorki znanej dotąd raczej z powieści fantasy. To znakomita książka, z bogatym tłem obyczajowym. Rzecz dzieje się na terenie parafii Rokitnica, dwaj księża zostają nagle postawieni w sytuacji ekstremalnej. Dotąd najpoważniejszym wyzwaniem było spowiadanie i odwiedzanie najstarszych parafian z sakramentem ostatniego namaszczenia, teraz stanęli w obliczu zbrodni. Na pomoc miejscowym, nie najbystrzejszym policjantom przybywa kapitan Witczak z komendy wojewódzkiej.
Podejrzani są wszyscy. Miejscowi, bo wieś skrywa od dawna bolesną tajemnicę, ale ludzie nabrali wody w usta przed obcym. Witczakowi trudno przedrzeć się przez mur milczenia.
Hipisi, którzy przyjechali do Rokitnicy protestować przeciwko budowie tam elektrowni atomowej. Ludzie ich nie lubią, gdyż stara przepowiednia mówi, że ZŁO NADEJDZIE ZE WSCHODU…
W „Wierze” jest mnóstwo interesujących postaci. Wspomniani ksiądz Marczewski i zgorzkniały kapitan Witczak oraz mój ulubiony duet Robert i Ewa Chojniakowie. On, ogorzały, spracowany rolnik i jego krucha, piękna, ale sparaliżowana po wypadku żona…
Wielkim walorem powieści jest język i rytm. Autorka nie żongluje dialogami, dba o to, aby każdy z nich zyskał odpowiednia oprawę. Piękne są opisy pogody i dusznej, upalnej wsi u schyłku PRL-u. Było wpół do szóstej rano, pora tak wczesna, że powietrze miało w sobie jeszcze szarawą przejrzystość świtu. Wstające słońce wychylało się zza chmur, czerwone jak wrzucona w żar moneta. Mimo porannego chłodu kapitan zdjął marynarkę i podwinął rękawy koszuli – na ramionach miał teraz gęsią skórkę, a wiejący od strony jeziora wiatr ciskał mu w twarz drobinki wody.
Warto sięgnąć po tę powieść.

Milena

Anna Kańtoch Wiara Wołowiec 2017