czwartek, 26 października 2017

Wanda


„Wanda jest najprawdopodobniej  p i e r w s z ą  kobietą w górach Karakorum, która w 1982 roku przemierza drogę do bazy pod K2, kuśtykając po lodowcu” – można przeczytać w znakomitej biografii Wandy Rutkiewicz (1943-1992) autorstwa Anny Kamińskiej. 120 km, przy nieznacznej pomocy kolegów. Nigdy nie dała po sobie poznać, że jest jej ciężko. Szerpowie zapamiętali to tak dobrze, że  Polka na kulach na długo stała się symbolem wspinającej się białej kobiety.
Wymagająca wobec siebie i innych, gwałtowna, uparta, zafiksowana na punkcie gór, w których zginęła tak, jak przewidziała.  Autorka biografii Rutkiewicz, przeprowadzając setki rozmów z bliskimi, znajomymi alpinistki,  opierając się na materiałach prasowych tworzy wizerunek kobiety niezwykłej,  outsiderki.  To książka pisana na żywo i w bibliotece, oparta na solidnym researchu.
Wanda Rutkiewicz nie widziała życia poza górami. Najpierw wspinała się na skałkach. W tym środowisku poznała pierwszego męża, który wypowiada się w książce. „Z Wandą różniliśmy się w górach i szybko, okazało się, że również w życiu”.  Jan Rutkiewicz nie chciał, aby alpinizm dominował w domu. Wanda zaś nie myślała o założeniu rodziny. Rozstali się po trzech latach. Po mężu odziedziczyła nazwisko.  Z drugim była równie krótko. Dzieci nie było wcale.
Były za to góry  coraz wyższe i wyższe. Spalone próby nie sprawiały, że przerywała wspinaczkę.  Nie wszyscy chcieli się z nią wspinać, z uwagi na trudny charakter i dominujące zachowanie. Kiedy coś nie wyszło potrafiła zamknąć się w namiocie i na cały regulator tłuc Wysockiego.
W książce wszechobecna jest śmierć. Towarzyszy bohaterce od urodzenia. Tragicznie umiera jej brat, zostaje zamordowany ojciec, w górach giną towarzysze wypraw. W czasie jednej z nich, kierowanych przez Wandę udaru na jednym z obozów szczytowych dostaje przyjaciółka, Halina Krüger-Syrokomska. Wanda podejmuje decyzję, aby ściągnąć jej ciało do podnóża K2, żeby córka mogła zobaczyć grób matki.
Na kolejnej wyprawie, zakończonej zdobyciem K2  (jako pierwsza kobieta na świecie) doznaje euforii, chociaż przy zejściu ginie para Francuzów. O reakcji na śmierć mówi w jednym z wywiadów: „Nie mam takiej odpowiedzi, z której nie dałoby się sporządzić przeciw mnie aktu oskarżenia. Mogę tylko zapewnić, że na śmierć się nie obojętnieje. Ale – ostatecznie – to nie jest moja śmierć”.
Swoją śmierć znalazła w 1992 roku na górze Kanczendzonga. Wanda Rutkiewicz z wyprawy na szczyt, który nie lubi kobiet, nigdy nie powróciła. „To miał być dziewiąty zdobyty przez nią ośmiotysięcznik. Jej śmierci nikt nie widział, jej ostatniego słowa nikt nie słyszał, jej ciała nikt nie odnalazł. Jej odejście, tak jak wiele zdarzeń z jej życia do dziś pozostaje tajemnicą”, pisze Anna Kamińska.
Wanda Rutkiewicz została uznana przez sąd za zmarłą z datą 13 maja 1992 roku. W śmierć córki nigdy nie uwierzyła matka, Maria Błaszkiewicz. Była przekonana, że Wanda zeszła na drugą stronę Kanczendzongi,  pozostaje z nią w łączności duchowej i corocznie przesyła jej życzenia na Dzień Matki. Wszystkich, którzy myśleli inaczej, wykluczała z grona znajomych.  Zmarła w wieku 103 lat w 2013 roku. Bliscy do końca nie wiedzieli, czy zaakceptowała śmierć córki.
Przejmująca jest ta biografia ikony polskiego himalaizmu.

Milena


Anna Kamińska, Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci, Kraków 2017