środa, 17 października 2012

Paryż na widelcu




Paryż - światowa stolica mody, miasto cudów z filmu Woody’ego Allena, miasto miłości z piosenki Malcolma McLarena i Catherine Deneuve. Miasto wyjątkowej architektury i pamiątek wielkiej historii. Miasto, które chce się przynajmniej raz w życiu odwiedzić i do którego pragnie się powrócić. Miejsce, w którym życie wydaje się bardziej romantyczne niż gdzie indziej. Czy na pewno?
O tym, jak naprawdę mieszka się w Paryżu, przekonał się, a potem to opisał w swoich książkach Anglik Stephen Clarke. Jego pierwsza „paryska” opowieść zatytułowana Merde! Rok w Paryżu to wirtuozeria połączenia humoru i ciętego języka z celnym opisem paryżan oraz specyfiki życia w ich mieście. Szczerze ją polecam, podobnie jak inne wydawnictwa z serii Merde… dostępne w Książnicy Płockiej. Stephen Clarke Paryż dobrze już posmakował, przetrawił i… efekt tej degustacji przedstawił w swojej najnowszej książce Paryż na widelcu.
Doznanie szoku kulturowego może przyprawić o niestrawność, dlaczego też autor, odwołując się do historii, tradycji, a nawet medycyny, wyjaśnia wiele zjawisk już raczej niespotykanych w naszych miastach. Tak więc, będąc w Paryżu, nie należy dziwić się, widząc panów sikających na rogu ulicy, psy bezkarnie pozostawiające ślady swojej obecności gdzie popadnie i umiarkowanie higieniczne zachowanie sprzedawców żywności. Delektując się paryską architekturą, musimy mieć świadomość, że zabytkowe budowle to perełki ocalałe z szalonych planów przebudowy stolicy Francji przez XIX-wiecznego urbanistę Paryża, zwolennika linii prostej Georgesa Haussmanna. Podobno nawet katedra Notre Dame, która stanęła budowniczym na wytyczonej prostej drodze ledwo uszła z życiem.
Clarke serwuje nam wiele praktycznych rad. Sztuką bowiem jest kupić mieszkanie w Paryżu i nie dać się oszukać, że to najlepszy apartament w mieście, na który lista oczekujących jest nieskończona. Kieruje nas do  dobrych muzeów, gdzie nie natkniemy się na tłumy ludzi. Prowadzi do  dobrych restauracji i na najlepsze bazary, które nadal wyglądają jak wyjęte z Brzucha Paryża Emila Zoli. Paryskie metro zaś to kąsek smakujący zarówno ciekawą historią, jak i gustowną architekturą, o praktycznej jego stronie nie wspomniawszy.
Podsuwa nam słownictwo i zwroty niezbędne do funkcjonowania wśród paryżan mających z jednej strony opinię zbyt pewnych siebie, aroganckich i snobistycznych, a z drugiej bardzo kreatywnych. To oni mają odwagę łączyć ze sobą niepasujące elementy garderoby, tworząc w ten sposób „new look” w modzie. To ich miasto uchodzi za najbardziej wyzwolone i jednocześnie najbardziej romantyczne. To paryżanie potrafili sprawić, że ich miasto jest gwiazdą filmową posiadającą swojego agenta w postaci funkcjonującego w ratuszu departamentu zwanego Mission Cinéma dbającego o jego interesy w przemyśle filmowym.
Wszystkim zainteresowanym tą pozycją życzę bon Paris.

Iwona