piątek, 27 kwietnia 2012

Co czytać po Zmierzchu?




Miłośniczki bestsellerowego cyklu Zmierzch autorstwa Stephanie Meyer  zachęcam do przeczytania dwóch polskich powieści w podobnym klimacie – Wystarczy, że jesteś Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk i Czynnik miłości Anny Łaciny.
Pierwsza z nich – Wystarczy, że jesteś opowiada o tęsknocie za miłością, pierwszych rozczarowaniach i sile marzeń. Bohaterka powieści, Weronika, z natury pesymistka, nie wierzy, że odnajdzie
w życiu szczęście i miłość, choć skrycie o tym marzy i namiętnie czyta Zmierzch. Pod wpływem czytanej historii w wyobraźni dziewczyny rodzi się idealny chłopak, który żyje nie tylko w sferze marzeń, ale również staje się bohaterem prowadzonego przez Weronikę bloga. Czy nastąpi konfrontacja marzeń z rzeczywistością?
Bohaterka drugiej książki – Czynnik miłości to również miłośniczka Zmierzchu, zafascynowana jego bohaterem, przystojnym wampirem Edwardem Cullenem. Ona także wkracza w fascynujący świat powieści, który jest ucieczką od codzienności – trudnych relacji z rodzicami i nauczycielami. Nieoczekiwanie w życiu Patrycji pojawia się ktoś bardzo podobny do Edwarda: ta sama blada cera, podobnie podkrążone oczy, nieziemska uroda. Czy chłopak rzeczywiście skrywa mroczny sekret?
Obie książki, oprócz inspiracji Zmierzchem, łączy coś jeszcze – opowiadają o dojrzewaniu do miłości.
Polecam dziewczynom, które czują niedosyt po kultowej serii 
i mają ochotę na dobrą powieść po Zmierzchu. Ale ostrzegam – książki tak wciągają, że pewnie skończycie czytać przed świtem. Miłej lektury.

Ola

wtorek, 24 kwietnia 2012

Władysław Herman i dwór jego. Powieść historyczna z dziejów narodowych XI wieku


“Dzień 8 maja 1089 r. był jednym z najpiękniejszych dni wiosny. Niebo czyste, żadną nie pokryte chmurą odbijało się w wodach licznie po błoniach rozlanych. Wschodzące zboża zieleniły szerokie Mazowsza pola, a Płock wznosił się z ich środka z swoimi wieżami i niebotycznym zamkiem. Słońce błyszczało po srebrzystych strumieniach i kopule kościoła katedralnego stolicy”.
Ten sugestywny opis to pierwsze zdania z młodzieńczej powieści Zygmunta Krasińskiego “Władysław Herman i dwór jego”*. Utwór oparty jest na legendzie o Hannie z Ciechanowa, jego akcja dzieje się w płockim zamku i okolicach. Bohaterami, tak jak w podaniu, są Zbigniew, syn Władysława Hermana i legendarna Hanna, którą Zbigniew porywa z domu ojca, by potajemnie poślubić w Płocku. Bohaterowie wpadają w sieć intryg spiskujących dworzan i rycerstwa, co kończy się nieszczęściem. Awanturnicza powieść Krasińskiego, dla której natchnieniem były dzieła Waltera Scotta obfituje w tragiczne zdarzenia. Intrygi, krwawe zbrodnie, turnieje rycerskie są tłem dla opowieści o miłości, zazdrości i zdradzie.
Przyszły wieszcz nie był zadowolony ze swego dzieła. W listach do Konstantego Gaszyńskiego pisał  “Co do mego Hermana, uważam go za nikczemne dzieło, za płód dzieciństwa, gdzie kilka iskierek ledwo że  tleją wśród perzyny i gnoju. Dotąd nicem dobrego nie napisał, choć  daleko lepsze rzeczy od Hermana; może kiedyś coś dobrego napiszę. Teraz w Polsce o kwiatkach tylko i pasztetach pisać można, wszelkie silne uczucie jest podejrzanym, jednak jeśli będzie można co zrobić, to spróbuję; pewnym, że mi zawsze połowę dzieła wymażą cenzory. Zresztą lepiej się przed czasem nie wydawać niech mnie za głupca mają”.**  Na szczęście nie wszyscy się z takim sądem zgodzili. Badacze sugerują nawet, że na dziele Krasińskiego wzorował się sam Henryk Sienkiewicz, tworząc postacie trylogii.***
Powieść jest niezwykle barwna. Trochę żal, że została zapomniana. A mogłaby być fantastyczną reklamą Płocka. Nazwa piastowskiego grodu pojawia się na kartach powieści tak często, że nie sposób tego nie zauważyć. Ciekawe, co na to ciechanowianie. Hanna wasza, ale Zbigniew, Władysław Herman i dwór jego nasze.
Okazją do przypomnienia dzieła wieszcza jest  dwusetna rocznica urodzin autora (19.02.1812).  Może znajdzie się ktoś, kto w roku jubileuszowym zechce wydać powieść, a gdyby tak jeszcze ubarwić ją kilkoma ilustracjami. Może adaptacja w formie komiksu dla młodszych i starszych. Audiobook też byłby mile widziany. Tu apel do pana Marka Walczaka (http://www.marekwalczak.pl/) – Szanowny Panie Marku, bohaterowie mogliby przemówić do nas pańskim głosem.
A może ciechanowianie i płocczanie połączą siły we wspólnym działaniu.  Ech, rozmarzyłam się.
Póki co zapraszam do czytania powieści, którą chętni mogą wypożyczyć w filiach bibliotecznych nr 2, 3 i 5 lub poczytać na miejscu w Czytelni Głównej. Wciąż dostępna jest też w postaci elektronicznej na stronie  Polskiej Biblioteki Internetowej (http://www.pbi.edu.pl/book_reader.php?p=8258&s=1 )

*Zygmunt Krasiński, Dzieła Literackie T.2, Warszawa 1973, s. 97-405
**Zygmunt Krasiński, Listy do Konstantego Gaszyńskiego, Warszawa 1971, s. 52-53
*** Paweł Hertz , Noty i uwagi, w: Zygmunt Krasiński, Dzieła Literackie T.3, Warszawa 1973,  s. 640

Sławka

piątek, 6 kwietnia 2012

Własny pokój


Godna polecenia książka dla młodzieży poruszająca wiele problemów nurtujących współczesnych nastolatków: brak perspektyw, rozwód rodziców, porażki w szkole, przemoc, alkoholizm i nieakceptowanie swojego wyglądu.  
Powieść dotyka również sfery marzeń, która w wypadku tej książki nie ma charakteru wątku lekkiego i przyjemnego, ponieważ marzenia nie mają nic wspólnego z idealizowaniem świata czy ambitnymi pomysłami na życie, lecz są związane z poprawą trudnej sytuacji rodzinnej bohaterów. Zach przeżywa rozstanie rodziców i chorobę mamy. Afi za wszelką cenę chce uchronić siebie i siostrę przed domem dziecka. Jacek ma problem z nadwagą i nie chce wychodzić z domu. Marzenie o posiadaniu prawdziwego i szczęśliwego domu zbliży do siebie chłopców, a przyjaźń między nimi - głęboka i prawdziwa, stanie się początkiem pozytywnych zmian.
         Książka mądra, z otwartością i delikatnością poruszająca trudne tematy, o których trudno rozmawiać bez emocji. Z pewnością spodoba się gimnazjalistom, a dorosłym czytelnikom pozwoli dostrzec przyczyny kryzysu współczesnej rodziny.
         Własny pokój czyta się jednym tchem, również dzięki wartkiej fabule z nieoczekiwanymi zwrotami akcji i plejadą barwnych postaci, których losy znalazły kontynuację  w kolejnej powieści autorki Ten gruby.
         Polecam wszystkim, którzy skończyli 13 lat. 

Ola

środa, 4 kwietnia 2012

Wiele lat minęło…



Irena Płoska - Łoś  jest autorką lektury, którą przeczytałam z wielką przyjemnością. Książka napisana na podstawie wspomnień i zachowanych zapisków zabiera nas do przedwojennego Płocka, przeprowadzając  lekko i niepostrzeżenie przez  historie ludzi, miejsc i wydarzeń.  „Wiele lat minęło, a jednak tyle zdarzeń stoi mi przed oczami jak żywe, choć nieco we mgle dziecinnego poznawania świata” pisze autorka, uświadamiając nam jednocześnie, że  powrót do czasów dzieciństwa i pisanie wspomnień ma  ważną wartość nie tylko rodzinną, ale  i historyczną.  
Na kartach książki pojawiają się płocczanie, których nazwiska młodszym pokoleniom znane są jedynie z nazw ulic i placów. Dzięki bardzo rzeczowym i realistycznym opisom autorki możemy poznać  rodzinę  Płoskich, Betlejów, Dytrychów, Lutyńskich, Mazowieckich, arcybiskupów Nowowiejskiego i Wetmańskiego, księży Lasockiego i Artke.  Przytaczane anegdoty sprawiają, że z opisywanych postaci opada patyna  powagi historycznej. Jedna z rodzinnych opowieści  dotyczy wizyty  w Płocku   arcybiskupa Aleksandra Kakowskiego, który  razem z płockimi biskupami miał zjeść niezapowiedziany wcześniej obiad u  państwa  Płoskich. A że „były akurat jakieś postne dni”, osobom duchownym nie wypadało podawać dań mięsnych. Poproszono więc zaprzyjaźnionego kucharza, pana Karola Popielawskiego o przygotowanie obiadu z ryby, której akurat tego właśnie dnia  w domu gospodarzy zabrakło. Ryba na stole pojawiła się i oczywiście  smakowała wyśmienicie. Po wizycie tak znakomitych gości pani Eugeniuszowa Płoska  na pytanie skierowane do kucharza skąd tak szybko „wynalazł rybę” otrzymała tryumfalną odpowiedź: „Wie pani z czego była ta ryba? Z kurczaka!”.
Książka jest również świetnym przewodnikiem po międzywojennym Płocku. Razem z autorką wędrujemy szlakiem jej miejsc zamieszkania, szkół, do których uczęszczała i często odwiedzanych  zakątków. Jest doskonałym źródłem wiedzy o stosunkach narodowościowych, o systemie kształcenia dziewcząt w międzywojennym Płocku i o tym, jak wyglądały pierwsze dni wojny  w mieście.  Napisana prostym, ciepłym językiem, czyta ją się szybko i przyjemnie. Wzbogacona o rodzinne fotografie i bardzo  ładną szatę graficzną jest jednym z ciekawszych wydawnictw Książnicy Płockiej. 

Iwona