wtorek, 15 marca 2016

„Stacha nie jest w porządku”


Książnica Płocka wydała piękną książkę. I nie jest to proste stwierdzenie pro domo sua, ale opinie profesjonalistów i czytelników, którzy byli na spotkaniu z autorką, Elżbietą Szubską-Bieroń, pytali o możliwość zakupu, toczyli dyskusje na temat naszej najnowszej publikacji. 
Nie było tak pełnego opisu Płocka za okupacji niemieckiej. Wielką zaletą jest fakt, że Elżbieta Szubska-Bieroń jest germanistką, czynną tłumaczką, więc źródła nie miały przed nią tajemnic. Oparła się przede wszystkim na zachowanych egzemplarzach lokalnej prasy NSDAP w latach 1949-1945.
Lokalny rynek prasowy był zdominowany przez „Plocker Tageblatt”. W „złotych latach” dziennika 1941-1944  ukazywało się średnio 300 numerów rocznie w nakładzie nawet do 5-8 tys. egzemplarzy. W 1945 roku wyszło już tylko 15 numerów. Dystrybucja odbywała się w prenumeracie i bezpośredniej sprzedaży na ulicach, w sklepach czy w księgarniach. Adresatami byli Niemcy, odnotowywano zarówno wielkie wydarzenia i sukcesy III Rzeszy, jak i informacje typowo lokalne. Polacy przedstawiani byli oczywiście jako ludzie leniwi, źli, głupi, czyhający na każdym kroku na zdrowie i życie rasy panów.
 W artykule Stacha nie jest w porządku tak charakteryzowano Polki: (…) jest w nich jednocześnie obowiązkowość i głupota, muszą być cały czas pod kontrolą, kierowane i obserwowane. Nie jest w żadnym razie tak, aby niemieckie gospodarstwa skazane było na Stasię lub Anielę. Jeśli obie przykładowe miejskie służące pochodzą ze wsi, gazeta zaleca odesłanie ich z powrotem - do ścielenia, wyrzucania obornika,  sadzenia ziemniaków czy prac przy żniwach. Z drugiej strony na łamach „PT” znajdziemy wyczerpujący portret żyjącego miasta; z jego sklepami, przemysłem, rzemiosłem, topografią. Oczywiście „tylko dla Niemców”. Autorka książki podkreśla profesjonalizm dziennikarzy, podając jako przykład artykuł o płockiej rzeźni. Istotnie. miałam wrażenie, że Niemcy bardziej humanitarnie podchodzili do zabijania bydła, niż ludzi.
Książka może wydawać się niejednemu kontrowersyjna. Autorka, można rzec, „z zimna krwią”, przedstawia zarządzany przez Niemców Płock.  Zapewne powściągliwość badacza dużo ją kosztowała. Pisać o zamordowaniu pracownika szwalni za uszkodzenie kilku par spodni, bądź zarządcy hotelu za dopijanie przez kelnerów alkoholi po gościach bez używania emocjonalnych słów nie jest łatwo. 
Z drugiej strony trudno pominąć perfekcyjne zarządzanie miastem „za Niemców”, których dużo do Płocka przyjeżdżało, bądź zostali sprowadzani jako fachowcy. Powstawały żłobki, przedszkola, nowe mieszkania  – m.in. do dziś istniejące charakterystyczne budynki mieszkalne przy ul. Sienkiewicza, czy kilka wyróżniających się architekturą domów przy Słonecznej. Rozwiązania urbanistyczne miasta, wytyczenie ulicy Tumskiej jako łączącej Rynek Kanoniczny z Nowym Rynkiem powstały w zaborze pruskim, a okupacyjna nazwa Płocka pochodzi od nazwiska nadprezydenta zachodnich i wschodnich Prus w latach 1793-1807 barona Fryderyka Leopolda von Schrӧttera.
Dziennik z 1941 r. tak określał zamierzenia władz Płocka:  Ambicją niemieckich władz jest nadanie miastu Płock ponownie jego poniemieckiego wyglądu, ponieważ Płock został zbudowany  przez niemieckich mistrzów co jest widoczne w jego stylu, w jego położeniu, a przede wszystkim w jego prostych, szerokich ulicach. Nigdy nie da się wymazać tego wzorcowego charakteru miasta. Płock ma stać się wzorcowym miastem niemieckiego Wschodu.
Jednym słowem, takim Zamościem  wschodniej Rzeszy, miastem na zamówienie Hitlera.
Słynny niemiecki ordnung wypływa z tej książki; szkoda, że nie udało się wdrożyć paru niemieckich rozwiązań, zwłaszcza tych związanych z żeglownością Wisły albo skopiować organizacji służby zdrowia czy opieki nad dziećmi. Pomyślałam, że historia jest przewrotna. Postacią, która  łączy obydwa wrogie światy jest niemiecki romantyk E.T.A. Hoffmann. On jeden pojawia się w topografii miasta i teraz, i w książce Elżbiety Szubskiej-Bieroń. Kiedyś jego imię nosiła m.in. niemiecka księgarnia przy Erich-Koch-Strasse (Królewiecka), teraz symbol przyjaźni z miastem partnerskim -  Dom Darmstadt, czyli kamienica przy Starym Rynku 8. Niedawno zmarł wielki orędownik powstania tej symbolicznej placówki, znawca literatury polskiej  i tłumacz, przyjaciel Płocka, dr Karl Dedecius.  Nie ma nic dziwniejszego i bardziej szalonego jak samo życie[i] – czy niemiecki radca mieszkający w XIX w.  w dawnym Hotelu Berlińskim przewidział, ze w życiu miasta, którego na dodatek nie lubił, odegra nietypową rolę?


[i] E.T.A.Hoffmann, Piaskun

                                                                                                               Milena