piątek, 28 sierpnia 2015

„Napoleon fryzjerów”



Przypuszczam, że gdyby łowca sensacji zobaczył nazwiska, jakie pojawiały się w dokumentacji salonów Antoniego Cierplikowskiego, nie uwierzyłby, że fryzury tych pań to dzieło chłopaka z Sieradza, który przyjechał do Paryża w 1901 roku bez grosza przy duszy. Brigitte Bardot, Sara Bernhardt, Gloria Swanson, Greta Garbo, Judy Garland, królowe Belgów, Egiptu, Hiszpanii, Walii, Jugosławii.  Klientką Polaka była też m.in. Ewa Curie i wiele, wiele innych kobiet znanych i nieznanych. Antoine de Paris dawał zacnym niewiastom, czesanym dotąd i pomadowanym w cieniu buduarów przez pokojówki, towar wówczas deficytowy – uwagę, szacunek i swój niezwykły talent. Sam wyrósł z prostej rodziny, był synem szewca i krawcowej, toteż nie dzielił swoich klientek na kopciuszków i księżniczki. Wszystkie po równo czekały na zainteresowanie mistrza. 

Matka szybko dostrzegła zdolności syna, wyróżniała go spośród rodzeństwa i starała się zapewnić wyjazd poza rodzinny Sieradz. Ojciec też do tego zmierzał, ale raczej z innych przyczyn. Mały Antek miał przynosić wstyd rodzinie, gdyż coraz bardziej było widać, że jest dziwny. Bardziej podobali mu się chłopcy. Bezpieczniej było pozbyć się syna, po co ludzie mają gadać…  Siedemnastoletni Antek faktycznie wyjechał i trafił przez dalekich kuzynów w Niemczech do Francji. Kontaktów z rodziną nie utrzymywał, poza matką, którą darzył wielką miłością. 

Szukał długo pracy, w końcu zatrudnił się w zakładzie fryzjerskim, ale tylko w perukarni, w wilgotnej piwnicy. Dopiero, kiedy majster upił się tak, że nie był w stanie uczesać bogatej klientki, wysłano Antoniego. Madame była tak zadowolona, ze chłopak nie wraca już do peruk; wieść o jego talencie rośnie i w końcu stać go na otwarcie małego zakładu na Montmartre. Przełom następuje wtedy, kiedy odważnie obcina włosy francuskiej aktorce, ratując jej karierę. Fryzura a la garҫonne (na „chłopczycę”) sprawiła, że ponad czterdziestoletnia kobieta zagrała podlotka. Odtąd został otoczony sławą cudotwórcy. Był apodyktycznym, genialnym fryzjerem, doskonałym znawcą kobiecej psychiki. 

 - Nie znosił protestu. Czy Picasso pytał o zdanie, jak ma malować? A przecież fryzury Antoine’a były dziełem sztuki. Kiedy był pewny swego wytaczał ciężką amunicję. Jeśli pani, madame, nie zmieni tej fryzury na nowszą, pani mąż zmieni żonę na młodszą – cytuje mistrza autorka biografii Cierplikowskiego Marta Orzeszyna.

Nie układało mu się w życiu osobistym. Nie afiszował się ze swoim homoseksualizmem. Nie czesał mężczyzn, ale kobiety traktował tylko jako obiekt do rzeźbienia fryzur, a  nie podmiot erotyczny. Ożenił się Marie-Berthe, kosmetyczką, która towarzyszyła mu przez wiele lat życia, ale ich jedyne dziecko, dziewczynka, żyło zaledwie miesiąc. Żona natomiast okazała się nieocenioną menedżerką. Wiedziała o upodobaniach męża i godziła się na jego wycieczki do klubów w Berlinie, licznych przyjaciół wśród drag queens i transwestytów, którzy pokochali fryzury od Antoine’a. Tolerowała też wokół niego licznych artystów i dyskretny mecenat, jakim otaczał adeptów sztuki. 

W ogóle dziwny to był człowiek, zabrał kobietom włosy, ale odwrotnie niż biblijna Dalila Samsonowi, oddał im siłę.  – Miał wręcz diabelską zdolność wykorzystywania niedoskonałości do podkreślania osobowości – wspominają klientki. Poza tym rzecz bardziej prozaiczna – Cierplikowski był pionierem higieny włosów. Po prostu odmawiał czesania nieumytych klientek, niezależnie od ich statusu społecznego. Z czasem stało się to tak powszechne, że kobiety wpadały do salonów Antoine’a tylko po to, żeby umyć głowę. Oprócz 120 salonów w Europie i Ameryce, miał jeszcze markę kosmetyków do pielęgnacji ciała i własny magazyn o modzie, który mógłby śmiało konkurować z dzisiejszymi pismami. 

Salony „Antoine de Paris” przetrwały wojnę, ale nie wróciły do dawnej świetności. W Polsce Cierplikowski nie odniósł nigdy takiego sukcesu i do dziś jest bardziej znany w Europie niż w ojczyźnie. Rozwiódł się pod koniec życia z żoną, wrócił do Sieradza i – choć był właścicielem kilku nieruchomości na całym świecie - zamieszkał w niewielkim domku z toaletą na zewnątrz. Za to do pokoju wstawił fortepian. To dobrze charakteryzuje przyjaciela Cocteau, Picassa i Coco Chanel.

Cierplikowski umarł w 1976 roku w wieku 91 lat i został pochowany na cmentarzu w Sieradzu. Jego majątek, między innymi obraz podarowany przez Modiglianiego i słynna kolekcja peruk rozpłynął się, a prawa ręka została w latach 80. w tajemnicy ekshumowana i zabrana do Francji.
Podczas lektury biografii nie opuszczała mnie myśl, że zaglądam w duszę człowieka skrzywdzonego. Zupełnie rozminął się z czasem. Świat, a zwłaszcza ojczyzna ze świeżo odzyskaną niepodległością, nie był gotowy ani na jego talent, ani na jego seksualność i ekscentryzm. Teraz zostałby okrzyknięty geniuszem wizażu. A tak umarł w zapomnieniu. Bo co to był wtedy za talent – fryzjer?!

Polecam tę książkę każdemu.

Marta Orzeszyna, Antoine Cierplikowski. Król fryzjerów, fryzjer królów, Kraków 2015

                                                                                                      Milena

piątek, 21 sierpnia 2015

O miłości, którą trzeba znać!




Przyznam, że z nieukrywaną satysfakcją przeczytałam, że książka Michała Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata” jest najczęściej wskazywaną powieścią zarówno przez jury, jak i przez internautów w zakończonym właśnie plebiscycie „100 książek, które trzeba przeczytać”  Wprawdzie Bułhakow wśród miłośników sieci wygrał w kategorii: proza (bezapelacyjnym zwycięzcą okazał się „Harry Potter”), ale i tak obecność lektury szkolnej wśród respondentów w grupie między 18 a 34 rokiem życia, czyli pokolenia, dla którego komunistyczna Moskwa jest tak samo realna jak Hogwart jest niespodzianką. W plebiscycie oddano 165 tys. głosów.
Dla mnie wielowątkowa, magiczna opowieść o kochankach w sowieckiej Rosji i biblijnej kaźni w starożytnej Jerozolimie  z szatańską zgrają w tle od lat jest najlepszą książką na świecie. Takim małym kosmosem. Jeden z oceniających nominowane powieści krytyków, Piotr Bratkowski, powiedział, że tylko „MiM” zabrałby na bezludną wyspę.
Ma całkowitą rację. Książka jest bezcennym towarzyszem, nawet wtedy, kiedy samotną duchowość zastępują zwykłe fizyczne potrzeby i rosnący lęk w oczach, że oto zawinęliśmy na naszą ostatnią przystań.
Nadchodzi koniec? Mam nadzieję, że jesteśmy razem? No cóż. Ten, który kocha powinien dzielić los tego, którego kocha. ..
I jeszcze głębiej, kiedy wydaje się, że ratunek nie nadejdzie, z pomocą przyjdzie wysłannik sił piekielnych. Tak naprawdę śmierci nie ma, zostawiamy pożyczoną fizyczność, a duch pozostaje w wieczności… - Czy po to, żeby uważać się za żyjącego, trzeba koniecznie siedzieć w suterenie w jednej koszuli i w szpitalnych kalesonach? To śmieszne…
Zresztą na ten paraliżujący strach przed śmiercią, życiem w grzechu, Bułhakow też podsuwa zdania zaklinające rzeczywistość Tchórzostwo nie jest jedną z najstraszliwszych ludzkich ułomności. Ono jest ułomnością najstraszliwszą.
A na koniec można pocieszać się kluczem do Bułhakowowskiej rzeczywistości. Wszystko będzie jak należy, tak już urządzony jest świat.
I nagle zmaterializuje się szalupa, bo cegła nie spada nikomu na głowę ni stąd ni zowąd. Widocznie mamy jeszcze błąkać się po tym, realnym świecie, głosując na „MiM” w kolejnych rankingach.
Mistrz i Małgorzata  jest jak moralitet, choć jej autor wiódł życie niekoniecznie moralne. Ale kogo to obchodzi. Liczy się dzieło, jakie zostawił, pracując nad nim 12 lat. Wszak rękopisy nie płoną.

Więcej o plebiscycie i nominowanych książkach:

Michał Bułhakow, Mistrz i Małgorzata, Poznań, 2012

                                                                                                              Milena