poniedziałek, 13 czerwca 2016

Łaskun. Trzy w jednym


W szóstej serii sagi o policjantach Lipowa wszystko staje na głowie. Nawet pentagram. Wyryty na ciele jednej z ofiar, okazuje się być tzw. białym pentagramem, innym od tradycyjnego, używanego przez czcicieli szatana.
Ekscentryczna komisarz Klementyna Kopp po opuszczeniu szpitala psychiatrycznego samowolnie włącza się do śledztwa jako cywil, a aspirant Daniel Podgórski jest podejrzanym. Ot, Hannibal Lecter z Lipowa. Oprócz znanych postaci pojawiają się nowi bohaterowie.
Puzyńska jest mistrzem klimatycznej narracji. Cała powieść jest odrealniona, główne postacie dramatu wzięły się jakby nie z tego świata, bo takie nagromadzenie złych emocji na metr kwadratowy w życiu rzeczywistym nie występuje. A jeśli się już zdarzy – świetna scena w sali widzeń w zakładzie karnym, gęsta od potu i żądzy zemsty - to zostaje szybko i dosłownie zakończone. Mąż i morderca dzień czy dwa później ginie zakatowany przez współwięźniów.
Tymczasem  w wiodącej części Łaskuna fatum czai się w rodzinach od pokoleń. Kazirodcze związki, traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, pedofilia… Lista może być długa, w końcu Puzyńska jest psychologiem i bez trudu sięga do zasobów swojej uniwersyteckiej wiedzy, gdzie np. psychoanaliza musi zajmować ważne miejsce.
Doskonały jest portret dr. Doriana Witkowskiego, o osobowości równie kolorowej, jak noszone ubrania, psychiatry, który w stosunkach z jedną z pacjentek posunął się o krok za daleko. Kiedy pisarz wprowadza takie barwne epizodyczne postaci zawsze mam ważenie, ze w krzywym zwierciadle portretuje kogoś sobie i otoczeniu znanego…
Centrum świata przedstawionego jest Gwiazdozbiór – klub ze striptizem, a rzeczywistości punkt przerzutu narkotyków. Policjanci bawią się tam w najlepsze i nie wnikają w sutenerską działalność właścicieli. O drugiej teoretycznie nie wiedzą. To właśnie w samym klubie i we wszystkich wątkach najbliżej  niego dzieją się  najlepsze sceny.
Natomiast wątki psychologiczne, bezpośrednio związane ze zbrodnią demonstrują siłę uczuć, zazdrości i zemsty przede wszystkim, ale przynależą jakby do innego porządku. To mniej więcej tak, jakby w podrzędnym burdelu na krańcu świata –Gwiazdozbiorze, podawano najdroższą na świecie kawę kopi luwak, odzyskiwaną z odchodów tytułowego łaskuna. Wspomina o niej komisarz Cybulski, więc może tak miało być.
Powieść liczy 826 str. Dla mnie trochę za dużo. Od ok. 500. akcja jakby siadała. Wcześniej powieść czyta się z wypiekami na twarzy.
Podobno nie ma tekstu, który nie zyskałby na skróceniu. Ta prawda dotyczy też Puzyńskiej. Myślę, że odjęcie paru stron (głównie z wynurzeń pierwszoosobowych) nie odjęłoby książce tempa.
Na koniec może zawiązanie akcji – Weronika, była kobieta Podgórskiego i sklepikarka Wiera znajdują makabryczną instalację z ludzkich zwłok: lalkę z głową mężczyzny w rudej peruce i korpusem kobiety, nakrytą białą sukienka stylizowaną na lata 20-te. XX w. Facet jest emerytowanym sędzią, a kobieta… prostytutką o pseudonimie Marilyn z Gwiazdozbioru. Jak zidentyfikowano tułów…? Proponuję przeczytać samemu.

Milena

Katarzyna Puzyńska, Łaskun, Prószyński i S-ka,  Warszawa 2016