czwartek, 26 marca 2015

IBUK Libra



Polecamy nowe ebooki w serwisie IBUK Libra:

Zygmunt Miłoszewski „Ziarno prawdy”
Zygmunt Miłoszewski „Uwikłanie”
Zygmunt Miłoszewski „Domofon”
Sophie van der Stap - „Dziś jestem blondynką. Dziewczyna w dziewięciu perukach”
Alice Munro „Jawne tajemnice”
Sue Townsend „Kobieta, która przez rok nie wstawała z łóżka”
Barbara Kosmowska „Gorzko”

Przypominamy, że kody dostępu do platformy IBUK można odbierać w placówkach Książnicy Płockiej

środa, 18 marca 2015

Dziennikarstwo poniżej pasa?





Dożyliśmy czasów, w których ikoną dziennikarstwa stały się… nogi. Do tej pory były to nogi Elżbiety Jaworowicz, znanej dziennikarki telewizyjnej z programu ”Sprawa dla reportera”.  W ostatnich dniach dołączają do nich – „autentyczne (!!!) nogi Krystyny Pytlakowskiej” z okładki wywiadu-rzeki „Więcej grzechów nie pamiętam”. Z  frywolną białą kokardką. Nie powiem, zgrabne. Na dole okładki dłoń, z wyraźnym rodowodem graficznym z „Przekroju”, wskazuje palcem nazwisko autorki wywiadu Małgorzaty Reinert. Wszystko tworzy interesujący kolaż.
Noga, zdaniem największego autorytetu od symboli Władysława Kopalińskiego, symbolizuje zbliżenie z ludźmi, poruszanie się, nawiązywanie kontaktów, ale też przewagę, chwałę, przeznaczenie. A skrzyżowane nogi wiodą na pokuszenie już zupełnie. „Niech każdy strzeże się nogi na krzyż założyć, bo diabeł się zlęknie i przyśni” – ostrzegamy tytułową grzesznicę, przy okazji, miłośniczkę Tarota, za Kopalińskim.
Ale to dygresja. Nie czytam tabloidów. Nie interesuje mnie, kto z kim chodzi, w jakich majtkach i nawet wiedza o płci partnera sławnego sąsiada mnie niespecjalnie pociąga. Natomiast mam wrażenie, że dziennikarstwo poniżej pasa zaczyna rządzić. Na szczęście, choć luksusowe pisma typu ukochane dziecko Krystyny Pytlakowskiej VIVA (była jedną z osób współtworzących w 1996 r. ten magazyn) opierają się temu trendowi, nie ukrywam, że nie jestem ich fanką.  Co nie znaczy, że nie mogę przeczytać wywiadu z Pytlakowską. Książka dostarcza autentycznych wzruszeń, kiedy rozmówczyni wspomina Annę Przybylską, Danutę Rinn czy Marię Kaczyńską. Trzeba przyznać, że rozmawiała z osobami z pierwszej ligi. Opowiada o klasie jednych polityków i lekceważeniu swojej osoby przez innych albo pogoni za autoryzacją (zresztą dotyczy to nie tylko polityków). Poza tym książka jest  -  dla zainteresowanych – całkiem niezłą szkołą warsztatu dziennikarskiego.
Mam takie wrażenie, że tam, gdzie tabloid zdarłby całą suknię, Pytlakowska uchyla jedynie ramiączko. Może tak nazwałabym tę różnicę i wierzę, że wielu czytelników lifestyle’owego dziennikarstwa tę pozycję doceni.
Chciałabym zwrócić uwagę na wątek płocki. Krystyna Pytlakowska pracowała w „Tygodniku Płockim” przez blisko 10 lat (do 1982 r.), została, jak twierdzą jej dziadkowie, „spłodzona w Płocku” i wątek osobisty książki w znacznej mierze dotyczy naszego miasta.
Szkoda, że Płocka dotyczy też jedna z wpadek wydawniczych, za którą odpowiedzialny jest raczej wydawca niż bohaterka. Otóż pomogę rozszyfrować anonimowe osoby na fotografii z redakcji TP na str.62: „Danusia – maszynistka” to Danuta Rosiak, „Wanda – też maszynistka” to Wanda Słupska, a „Grażynka z sekretariatu” to Grażyna Suprun. To nie takie odległe lata, rzetelność wydawnicza wymagałaby raczej podania wszystkich nazwisk przy podobnym zdjęciu. Płock jest mały…

„Więcej grzechów nie pamiętam”
z Krystyna Pytlakowską, autorką wywiadów z gwiazdami
rozmawia Marzena Reinert
Warszawa 2015

                                                                                                          Milena

sobota, 7 marca 2015

„Wielka to niewola być mężatką”


   Poród i ciążę uważał, jak wielu meżów z jego epoki, „za lekko kobiecą chorobę konieczną dla przedłużenia rodu.” Z tego właśnie powodu Maniusia, żona malarza Wojciecha Kossaka starała się wydać na świat Magdalenę Samozwaniec, późniejszą pisarkę prawie bezgłośnie, bo mąż nie lubił krzyków.
   Nie lubił też małżeńskiej wierności, gdyż kochał kobiety, romanse nazywał flirtami, a kochanki flamami. Słowo to oznacza płomień, bo nie zawsze o prawdziwą miłość chodziło. Pobożna Maria z Kisielnickich Wojciechowa Kossakowa wybaczała mężowi tę rozwiązłość.  Żoną malarza została w wieku zaledwie trzynastu lat. – Pozostali razem, póki śmierć ich nie rozłączyła, mimo jego uwielbienia dla płci pięknej nierzadko wyrażonej czynem, mimo jawnych zdrad, o których wiedział cały Kraków – piszę w swej fascynującej, bogato udokumentowanej książce „Kobiety Kossaków” Joanna Jurgała - Jureczka.
   Bohaterkami powieści wyjątkowo nie są utalentowani, wąsaci (polecam klimatyczne ilustracje z epoki) mężczyźni, tylko kobiety, bez których istotnie rodu Kossaków w znanej nam do dziś postaci by nie było.
    Dziesięć nietuzinkowych postaci, bardziej lub mniej znanych .  Wśród nich oczywiście: poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, autorka m.in. słynnych „Pocałunków” i ekscentryczna pisarka Magdalena Samozwaniec, córki Wojciecha oraz Zofia Kossak-Szczucka, córka brata bliźniaka Wojciecha, Tadeusza Kossaka.
    Warto wspomnieć o dwóch innych mniej znanych kobietach  z rodu Kossaków. Siostra Wojciecha, Zofia, co najmniej równa talentem bratu skończyła hodując kury na Wołyniu z trudem utrzymując rodzinę. Z kolei siostrzenica Wojciecha, Jadwiga, była jedną z żon Witkacego, która, chociaż ją porzucił, opiekowała się przez całą wojnę jego spuścizną literacką i wierzyła w talent pisarza.
Książka  jest efektowna i bezpruderyjna, jest w niej miejsce na narodziny i śmierć, miłość i zdradę, sztukę wysoką i potoczny jezyk z listów. Słowem -  życie.
Joanna Jurgała-Jureczka, Kobiety Kossaków, Warszawa 2015, PWN

                                                                                                                  Milena

piątek, 6 marca 2015

Dzień Kobiet z książką

Serdecznie wszystkich zapraszamy do wzięcia udziału w naszej akcji, więcej szczegółów na naszej stronie:

http://ksiaznicaplocka.pl/2015/02/22/13665/

Sekret mojego męża - Liane Moriarty





Powieść Sekret mojego męża została napisana w specyficzny sposób. Można zauważyć w niej, z pozoru niezwiązane ze sobą, historie trzech kobiet. Na opowiedzenie każdej z nich przypada jeden rozdział. Z biegiem czasu okazuje się jednak, że te trzy historie są do siebie nieco podobne, mają wspólny pierwiastek. Bohaterki znają się ze sobą bądź łączy je rodzina lub znajomi. Pozwala to na utrzymanie Czytelnika w stanie napięcia, co wydarzy się dalej. Jaki to ma związek z innymi bohaterami?
Autorka na zmianę dawkuje ból i radość, a nawet sprawia, że czasami mogą pojawić się rumieńce zawstydzenia. Z ciekawością odkrywa się kolejne strony – kolejne dni z życia bohaterów. Ich rozterki, tak codzienne, zwykłe, a jednak sprawiają, że chce się czytać i poznawać dalsze dzieje. Akcja toczy się w ciągu 7 dni. Różni bohaterowie, te same dni, kilometrowa odległość, która zmniejsza się z dnia na dzień. Interesujące jest to, że możemy poznać, co w tym samym czasie czują różne osoby, które nie przebywają w tym samym miejscu, a łączy je jedynie czas. Jedni umierają, inni zastanawiają się, co zrobić na obiad. Prozaiczne.
Zakończenie książki jest bardzo ciekawe. Na końcu znajdują się pytania do przemyślenia, do dyskusji. Stworzone zostały na bazie historii zamieszczonych w książce. Mają one sens, gdyż opisany tydzień może przydarzyć się każdemu z nas, dlatego zadanie sobie trudu odpowiedzi na zamieszczone pytania, uświadamia to, na co nie zwracamy uwagi bądź, czemu nie mamy czasu się przyjrzeć.

Joasia K.