środa, 28 sierpnia 2013

www.wirtualnypsycholog.pl



''Kiedy pół roku temu kończyłam pisać swój kolejny poradnik, obiecałam sobie, że to będzie moja ostatnia książka. Wydawało mi się, że napisałam już wszystko, co miałam do powiedzenia, a potem, nagle pewnego dnia... miałam sen. Obudziłam się w środku nocy i poczułam, że moje życie zgubiło sens. Musiałam natychmiast z kimś porozmawiać, ale z kim? Był środek nocy. Wstałam z łóżka, usiadłam przed monitorem komputera i kierowana jakąś nieznaną siłą wpisałam w wyszukiwarce: www.wirtualnypsycholog.pl i ... No cóż, więcej nie powiem. Zdradzę Wam tylko, że tej nocy powstały pierwsze strony mojej powieści. Bohaterka książki rodziła się powoli. Jej życie to zlepek losów moich własnych, a także historii moich bliskich, przyjaciół i wiernych czytelniczek. Kiedy przyjaciółka po przeczytaniu kilku rozdziałów powiedziała, że z niecierpliwością czeka na ciąg dalszy, pomyślałam, że warto. Wy oceńcie, czy miała rację'' – oto recenzja samej autorki Ewy Klepackiej-Gryz.
Cóż ja mogę dodać. Wciągająca i zaskakująca. Oto bohaterka wkracza na ,,Drogę do siebie" i próbuje odpowiedzieć na pytanie ,,Kim jest?" Pomaga jej w tym Wirtualny Psycholog. Nie wiadomo, czy to student psychologii, uznany terapeuta, może dziennikarz szukający materiału na tekst albo znudzona gospodyni domowa. Na pewno jest to połączenie  psychologa i przyjaciółki. Ważne, że w momencie rozpadu życia prywatnego na kawałki, instynktownie wpisując w Internecie stronę www.wirtualnypsycholog.pl, nie sądziła, że ta strona istnieje i pewna osoba odmieni jej życie...

Książkę czyta się bardzo szybko, lektura „wciąga”, przeczytałam ją w niecałe 3 godziny. Gorąco ją polecam, pozwoliła mi zrozumieć pewne sprawy, ale nie będę zdradzała, w jakiej kwestii.     
                                                                                                                      

 Jolczyk

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Niewidzialni



Co zrobić z Aborygenami, którzy są niczym otwarta rana w pozornie bezproblemowej Australii? Zepchnąć na margines i zapomnieć? Na to pytanie stara się odpowiedzieć Mateusz Marczewski, autor książki Niewidzialni.

Mateusz Marczewski odważył się napisać książkę, w której porusza temat aborygeńskich rodzin,  skazanych na życie w slumsach. Rdzenni mieszkańcy Australii zostali zepchnięci na margines zbiorowej świadomości i stali się niewidzialni. Tylko wprawne oko reportera było w stanie dostrzec ich prawdziwą duszę. Biali widzą w nich już tylko pijaków, awanturników, nierobów i narkomanów.

            Chociaż na stronie tytułowej widnieje napis - reportaż, to nie jest to klasyk tego gatunku. Niby to reportaż, niby poezja, unikat. Opisy, uderzające i przejmujące, dobrane słowa, sprawiają, że tak trudny temat, jakim jest konflikt ludności tubylczej z białą kulturą Zachodu, staje się bliski, a zarazem nieprzyjemny i dręczący sumienie.

Sprawdziła się tutaj znana zasada psychologiczna: Im bardziej czegoś nie chcemy widzieć, im bardziej coś chcemy zepchnąć w mrok niepamięci, tym bardziej to staje się widzialne.

„- Tak naprawdę jesteśmy sprawcami pewnego wydarzenia, które chcę zdefiniować, ale jednocześnie nasza postawa, jeśli chodzi o ten fakt, to próba zamknięcia oczu. Niewidzialność realizuje się nie poprzez to, że oni są niewidzialni, ale przez to, że my zamykamy oczy”- mówił autor.

W tej książce obserwujemy stosunek do Aborygenów, który cechuje strach, a z drugiej strony politowanie,  traktowani są jak dzieci, które  wymknęły się spod kontroli.

Autor pisze tak:  „A gdyby nagle, w jednej chwili, wszystkim ludziom na ziemi Bóg się objawił… Byłoby bezsporne, że to wielki Nieobecny – Bóg – przemówił wreszcie, w końcu dał dowód na  Swoje istnienie. Wszystkie spekulacje o nagrodzie i karze stałyby się nagle wymierne. Powszechne stałoby się twierdzenie, że dobra doczesne są li tylko doczesne”.

Długo zastanawiałam się nad tą myślą autora, niby większość z nas wierzy w życie wieczne, ale czy ta pewność nie zmieniłaby diametralnie naszego życia na ziemi. Czy w ogóle dałoby się żyć, czy nasza bytność na ziemi nie przerodziłaby się w egzystencję?

To piękna i przejmująca lektura. By dowiedzieć się więcej,  proszę przeczytać tę książkę.

Irmina