Historia wykuta cierpieniem
Czy prostata to wystarczająco
ważny element męskiego ciała, żeby poświęcać mu post w Czytelni Książnicy
Płockiej? Jeśli napisał o niej jeden z naszych najbardziej ulubionych autorów,
stwórca mecenas Zuzy Lewandowskiej, to z pewnością. Czym prostata pana Ostrowskiego różni się od pozostałych?
Otóż tym, że zmarnowała mu życie. Do czytelnika trafił właśnie przejmujący opis zmagań bohatera z nowotworem
od diagnozy do pierwszych doustnych chemii.
Wyjazd, a w zasadzie
przeprowadzka do Hiszpanii, wszystko już nagrane, pora na zrobienie ostatnich
badań przed podróżą. I nagle okazuje się, że PSA nie jest takie, jak powinno.
Szok, widoczny w każdym słowie dziennika. Rozpacz? Też, a przy okazji
podkreślanie drobiazgów, takich jak umiejętność wyjęcia wenflonu przez
pielęgniarkę. Pielgrzymka po najróżniejszych warszawskich ośrodkach, głównie
diagnostyki obrazowej, żeby otrzymać diagnozę raka prostaty z przerzutami do kości.
Zmiany miałem nawet w czaszce,
zaznacza Ostrowski.
W całej tej chorobie, bólu kości,
zlewnych potach, gorączce sięgającej ponad
40 stopni autor znalazł czas na pisanie diariusza. Wykazał się niemałą dyscypliną.
Nie próżny to jest trud, ale ma
przestrzec innych. To jest książka o facetach i dla facetów. Żeby się badali, zanim
noc zaczną spędzać na odwiedzinach w toalecie, nie ukrywa swego celu Ostrowski.
Odyseja bohatera przeplatana jest
refleksjami z placówek służby zdrowia i antropologicznym opisem znaczenia prostaty
także w kulturze, w oparciu o bogatą bibliografię. Autor nie ukrywa surfowania
po Internecie, ale również realistycznego opisu swojej choroby i
diagnostyki. Nie potrzebuje do tego skomplikowanego słownictwa, nie sięga po
wyrafinowane łacińskie terminy. Wystarczy język, jakim posługują się chorzy w
poczekalni. Zdziwicie się jak bardzo dosłowny jest w swoich opisach bohater. Ale
największe wrażenie robią sny autora. „Panie Ostrowski pana prostata jest
wielkości arbuza.” Pierwszy z nich dosłownie
wgniótł mnie w fotel. Na szczęście okazało się, że to tylko koszmar.
„Zaczynając pisać ten dziennik,
nie wiedziałem, kiedy go ukończę, bo do dziś nie wiem, jakie moja historia
będzie mieć zakończenie, czy będzie to gruba księga, czego sobie życzę, czy, co
gorsze, cienka broszura”.
W swoich zapiskach, oczywiście
pierwszoosobowych, Ostrowski zyskuje nadzieję, wraz z pierwszą chemią poprawia
się jego samopoczucie, spada gorączka, zaczyna myśleć o nowej książce. Tylko sny pozostają niezwykłe i, co tu dużo
mówić, przerażające, właściwie z nich można by wypreparować osobną oniryczną
opowieść chorego.
Bohater dziennika nie szuka współczucia,
choć patrzy z zazdrością na zdrowych ludzi na ulicy i ciągle dzwoniący telefon
przestawia na tryb samolotowy. Zapisy
choroby prowadzi przez około 2 miesiące, ostatni rozdział to Dzień 134, ale
zapiski są co 2-3 dni. W międzyczasie jest premiera online „Opowieści
wigilijnej”, kolejnego kryminału z Zuzą.
Tekst przecinają notki o znanych
ludziach, zmarłych na raka prostaty, na przykład: premier Józef Oleksy, Ryan O’Neal, pamiętny kochanek z „ Love Story”, Frank Zappa,
amerykański muzyk rockowy czy Bronisław Cieślak, znany wszystkim por. Borewicz...
Milena
Jacek Ostrowski, Nie
zamierzam umierać. Historia wykuta cierpieniem, Warszawa 2026.

Komentarze
Prześlij komentarz