Daltonista
Strzelaniny, najemnicy, rynek leków – w kryminale Leona Durki fajerwerków nie brakuje. Płocki autor pisze powieść raczej kosmopolityczną, rodzinnych stron w niej niewiele. Może tyle, że warszawski komisarz Wiktor Trak pochodzi z Płocka i jak większość mieszkańców idzie się wyluzować na Tumskie Wzgórze. No i mamy jeszcze szpital psychiatryczny w Gostyninie, gdzie przeprowadzane są upiorne doświadczenia na ludziach. Akcja mogłaby dziać się w każdym miejscu na ziemi. Nigdzie nie brakuje dobra i zła. Więcej jest zła, to wiadome przy regule wspomnianego gatunku książkowego. Ale czasami świat nie ma czytelnych barw, tytułowy bohater jest daltonistą, bo oprócz przyrodzonego nieodróżniania kolorów, przestał posługiwać się moralnością. Książka nie jest uporządkowana w fabule linearnej, kto lubi przeskoki czasu i akcji będzie się czuł jak u siebie. Nie ma opisów przyrody, z czego autor żartuje z tekście, właściwie książka bardziej przypomina scenariusz filmowy. Czytelni są boha...