środa, 16 maja 2018

Pełna mroku Wiara



W środku upalnego lata 1986 roku w niewielkiej Rokitnicy koło Żywca przystojny ksiądz Jerzy Marczewski znajduje na torach trupa młodej dziewczyny. Tak zawiązuje się akcja kryminału Anny Kańtoch, autorki znanej dotąd raczej z powieści fantasy. To znakomita książka, z bogatym tłem obyczajowym. Rzecz dzieje się na terenie parafii Rokitnica, dwaj księża zostają nagle postawieni w sytuacji ekstremalnej. Dotąd najpoważniejszym wyzwaniem było spowiadanie i odwiedzanie najstarszych parafian z sakramentem ostatniego namaszczenia, teraz stanęli w obliczu zbrodni. Na pomoc miejscowym, nie najbystrzejszym policjantom przybywa kapitan Witczak z komendy wojewódzkiej.
Podejrzani są wszyscy. Miejscowi, bo wieś skrywa od dawna bolesną tajemnicę, ale ludzie nabrali wody w usta przed obcym. Witczakowi trudno przedrzeć się przez mur milczenia.
Hipisi, którzy przyjechali do Rokitnicy protestować przeciwko budowie tam elektrowni atomowej. Ludzie ich nie lubią, gdyż stara przepowiednia mówi, że ZŁO NADEJDZIE ZE WSCHODU…
W „Wierze” jest mnóstwo interesujących postaci. Wspomniani ksiądz Marczewski i zgorzkniały kapitan Witczak oraz mój ulubiony duet Robert i Ewa Chojniakowie. On, ogorzały, spracowany rolnik i jego krucha, piękna, ale sparaliżowana po wypadku żona…
Wielkim walorem powieści jest język i rytm. Autorka nie żongluje dialogami, dba o to, aby każdy z nich zyskał odpowiednia oprawę. Piękne są opisy pogody i dusznej, upalnej wsi u schyłku PRL-u. Było wpół do szóstej rano, pora tak wczesna, że powietrze miało w sobie jeszcze szarawą przejrzystość świtu. Wstające słońce wychylało się zza chmur, czerwone jak wrzucona w żar moneta. Mimo porannego chłodu kapitan zdjął marynarkę i podwinął rękawy koszuli – na ramionach miał teraz gęsią skórkę, a wiejący od strony jeziora wiatr ciskał mu w twarz drobinki wody.
Warto sięgnąć po tę powieść.

Milena

Anna Kańtoch Wiara Wołowiec 2017

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz